Jakiś czas temu, jedna z koleżanek z pracy zapytała, jaka jest moja recepta na tak dobry nastrój (jakim najwyraźniej musiałem wtedy tryskać). Stałem w samym środku pokoju nauczycielskiego i czułem, że momentalnie wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. Odpowiedziałem szybko i krótko, z serca: „Trochę modlitwy, trochę muzyki”. Bardzo sam ucieszyłem się z tej odpowiedzi, bo w jakiś bardzo pojemny sposób pokazuje mój sposób na życie – jednocześnie łącząc dwie niezwykle ważne dla mnie rzeczywistości. Dlatego główne kategorie na tym blogu, bądź co bądź lifestylowym, to właśnie „trochę modlitwy” i „trochę muzyki” – nawet jeśli rozdzielone technicznie, to tak naprawdę mocno się przenikające. Tak to już bywa, gdy jest się księdzem skumplowanym ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza – ona uczy, jak każdy kawałek życia może do Pana Boga prowadzić; jak żyć w codzienności, oddychając równocześnie Panem Bogiem.