„mój Panie królewski na chmurze” – echo, tak niespodziewane

To była jedna z tych piosenek Osieckiej, o której miałem jakieś wyuczone przekonanie, że jest ważna – ale bardzo długo zupełnie jej nie czułem. Aż przyszedł taki wieczór, chyba rok temu, że poczułem tę ważność. I wraca serce do tych dźwięków jak w ulubiony sweter.

Kiedyś, kiedyś pojawił się tu projekt „Blogowy Tydzień z Agnieszką Osiecką” – jak każdy (póki co) niedokończony. Udało się mi wtedy poprowadzić do końca cykl małych wpisów o piosenkach „około-religijnych” u Osieckiej – była i Polska Madonna, i Grajmy Panu, i Deus ex machina. Nie dokończył się cały projekt ani przy okazji 80. rocznicy urodzin Poetki, ani przy okazji 20. rocznicy Jej śmierci – nie tylko jednak z powodu mojej fatalnej organizacji, ale też pewnie trochę z powodu ogromnej roli, jaką Osiecka pełni w moim życiu – kawał serca mam utkany z tych piosenek, wierszy, słów. I dlatego bardzo marzy mi się dokończenie tamtego projektów – wierzę, że kiedyś. Sama Osiecka przychodzi z kawałkiem nadziei: „Kiedyś na pewno zrymuję to wszystko / w arcy-słowicze wleję refreny”.

Wiele w życiu u mnie się dzieje, szczególnie ostatnie miesiące są nadzwyczaj intensywne – z przeprowadzkami, kartonami, nowymi zadaniami, autobusami miejskimi. Do bloga siadałem kilkukrotnie choćby w ostatnich czterech tygodniach – bo i Staszek Kostka, i Mała Teresa, i św. Najniższy Franciszek z Asyżu. I nawet ta rzeczywistość (znów po Osiecku opowiadana): „nowi ludzie, nowe sprawy”. A jednak to właśnie dziś, w ten wieczór tak bardzo prosty, zwykły, niedzielny cotygodniowo, tuż przed kolejnymi urodzinami Osieckiej, palce stukają znów w klawiaturę – i w tym rytmie czują się jak u siebie, podobnie jak moje serce w Osieckich piosenkach. Tak Pan Bóg prowadzi mnie do nadziei, do pokoju serca – zna mnie wszak tak dobrze.

A jeśli (znane też jako A jeżeli lub w formie dłuższej A jeśli ja szewcem jestem) do muzyki Seweryna Krajewskiego to piosenka, którą bardzo niespodziewanie odkryłem jako bardzo „moją”, w kapłańskiej codzienności – wszak „nie śpię, gdy stada śpią już”, „dbam też by buty doszły do celu”, „wzory z uśmiechów i łez na własnej garbuję skórze”. To też niełatwa modlitwa, chwila z Panem, Tym, co się nie myli daremnie. Rok temu słuchałem tych dźwięków w wykonaniu Kuby Blokesza i choć odnajdywałem w nich rytm mojego serca, to brakowało mi trochę odwagi, żeby się nimi dzielić – dziś podrzucam je jako swoisty epilog do tamtego cyklu „Osieckich modlitw”. I jako, jeśli Pan Bóg pozwoli (i jeśli Jego natchnień nie będę marnował), kolejny mały początek, małą (następną) reaktywację blogowego działania. Zostawiam tę piosenkę prostą jak małe jesienne wieczory. Wróciła dziś nieplanowanie i niespodziewanie – tak bardzo się z tego cieszę. I wdzięczny jestem Panu Bogu, że ubiera mi serce w takie powroty.

 

 

PODOBNE

Skomentuj