„są momenty takie” vol.1 – 2014 w muzyce, wyróżnienia

Koniec stycznia, jak każdy inny koniec jest dobrym momentem na podsumowania. Prowadzę bloga ledwie chwilę, ale nie mogę sobie odmówić przyjemności podsumowania roku 2014 w muzyce rozrywkowej. Megasubiektywnie i po mojemu. To zestawienie otwiera jednocześnie cykl zestawień, podsumowań i zbiorków (głównie muzycznych). Tak brzmiał 2014!

Odkąd pamiętam, uwielbiam robić składanki, zestawienia, układać sobie w głowie i w odtwarzaczu rozmaite playlisty z okazji różnych. Każda jest dobra – i deszcz, i koniec roku tak samo inspirują do poszukiwań, do odświeżania różnych zapomnianych numerów. Zestawienia roczne są dla mnie szczególne, w jakiś sposób bowiem podsumowują cały mój rok – nie tylko muzycznie. Moje życie jest jak musical, więc siłą rzeczy, płyty układają się w swoistą ścieżkę dźwiękową codziennych spraw. Nie jestem krytykiem muzycznym, ale pasjonatem, zbieraczem płyt i wrażeń. Lubię konfrontować swoje roczne „topy” z tymi, które zamieszczane są w prasie czy Internecie. Ale rzadko kiedy się pokrywają, zresztą chodzi w nich chyba o coś innego. Kolejna sprawa – swoje zestawienia zawsze opieram na albumach, które w takiej czy innej formie nabyłem (opcjonalnie dostałem). W tym zestawieniu zabraknie dwóch świetnych płyt, które kupiłem dopiero w styczniu 2015 r. Ale na pewno wskoczą do posumowania roku szkolnego 2014/15 (takie też robię!), bo są świetne. Niemniej, Prąd Natalii Przybysz i Mamut Fisza Emade Tworzywa, bo o nich mowa, zagoszczą jeszcze na blogu – należy im się. Tyle słowem (przydługiego, jak zwykle) wstępu. Zaczniemy od wyróżnień!

Wyróżnienie za miły powrót dostaje album Cztery Roberta Kasprzyckiego. Płyta wydana jesienią, bez wsparcia wielkich wytwórni, znalazła uznanie Trzeciego Programu Polskiego Radia i wiernych słuchaczy. 14 bardzo Kasprzyckich utworów, z pełnym zestawem instrumentów – choć autor broni się najlepiej w wersji „na żywo, z gitarą”. Kilka numerów odświeżonych, jak chociażby Spadanie, kilka nowych – wśród których dla mnie wygrywają te smutno-liryczne (Rozmarynowa, Dzień, chwila, moment), bo w nich Kasprzycki brzmi najprawdziwiej. Pozostaje czekać, aż  koncertowe Piosenki i nie doczekają się kiedyś reedycji. Tymczasem do posłuchania mój ulubiony numer z wyróżnionego albumu, singlowe Trzymaj się wiatru, kochana.

 

Wyróżnienie w kategorii reedycja roku otrzymuje Love & more… Edyty Bartosiewicz. Po wielkim powrocie z albumem Renovatio Edyta zdecydowała się na bezpieczny projekt wydawniczy, wspierający jej trasę koncertową. Płyta Love dzielnie się broni po 22 latach od pierwszego wydania, uwielbiam wracać do barw, które ze sobą niesie. Dlatego cieszy, że doczekała się eleganckiego wydania w digipacku – i że przy okazji może być poznana przez większą liczbę osób. Świetnym pomysłem było też przygotowanie płyty bonusowej – ale potencjał pomysłu wykorzystano minimalnie. Niestety, More nie zachwyca tak, jak mogłoby – mamy tu, a i owszem, kilka rarytasów, choć sprawiają one wrażenie wybranych na szybko i bez klucza. Cieszą dwa utwory z sesji do płyty Dziecko, kilka numerów singlowych miałem już wcześniej. Wydaje się, że świetnym uzupełnieniem mogłyby być świadectwa działalności EB z lat 2000-2012, chociażby duet z Myslovitz czy Tomaszem Stańko (tego próżno szukać gdziekolwiek!). Niemniej, cieszy nowy utwór Nie zabijaj miłości – bardzo miły, prosty, ładnie zaaranżowany, do posłuchania niżej. Trasa koncertowa udowodniła, że czas już najwyższy na album EB live – numery z Love na trackliście obowiązkowej.

https://www.youtube.com/watch?v=1ZuNQ5svYMQ

Zaszczytny tytuł Reedycji Roku otrzymuje album Sześć oceanów z piosenkami Agnieszki Osieckiej. Jak dobrze, że wreszcie, po tylu latach, udało się ten zestaw wznowić! O jego plusach i o wadach będę pisał na blogu na pewno, dlatego teraz tylko jedna z moich ukochanych piosenek z tego zestawu – na zachętę. Takie zestawy to naprawdę must have.

Niekwestionowanym Zaskoczeniem Roku jest Punkt widzenia Ireny Santor. W czasach, gdy album dłuższy niż 45 minut i 11 piosenek jest rarytasem, Santor zrobiła sobie prezent na 80. urodziny i nagrała 18 (!) nowych piosenek (w sumie 16 nowych, dwie starsze) i dała fanom blisko 70 minut muzyki. Orkiestra Polskiego Radia, najlepsi polscy tekściarze i kompozytorzy, i charakterystyczna barwa wokalistki sprawiają, że albumu słucha się niebywale przyjemnie. Jest tu naprawdę wszystko – i zawartość damskich torebek, i romanse, i spojrzenia na życie. Ale nie tylko z dystansem – jeszcze więcej tu ciekawości świata. Choć w sercu płyty brzmi Nie mam czasu (prezent od Grzegorza Turnaua), to finałowa piosenka do słów Ewy Lipskiej jest niemal manifestem – Niech zaczeka na mnie życie. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to w kwietniu usłyszę Irenę Santor na żywo. Z utworów z Punktu widzenia dostępnych w Internecie wybieram Zawsze może być piękniej. Choć z taką Ireną, to już jest piękniej.

Wyróżnienie podwójne za debiut (bo to płytowy debiut) i za zaskoczenie (bo dla mnie to zaskoczenie dość duże i miłe) otrzymuje album Z całych sił duetu Grzegorz Hyży i TABB. Nie śledziłem XFactora z małżeństwem Hyżych, nie śledziłem też żadnych plotek po xfactorowych. Gdy zobaczyłem na empikowej półce Z całych sił nie przejąłem się ani trochę. Ale gdy jesienią usłyszałem Wstaję, to naprawdę mi się spodobało – pop na dobrym poziomie plus duże możliwości wokalisty. Dałem szansę całej płycie i naprawdę byłem zdumiony – aranżacje, w których słychać inspiracje Coldplayem (Świt), melodyjne piosenki wpadające w ucho, a w banał nie aż tak mocno. Wokal Hyżego, który naprawdę robi wrażenie. Trochę emocji i przyzwoite teksty – od wokalisty i od Karoliny Kozak. Całość – prawdziwa, a to się przecież liczy najbardziej. Wydaje mi się, że Hyży ma szansę gościć nie tylko na Vivie i w RMF.

Zdecydowany Debiut Roku to jednak trochę ciągle nienagłośniony Zaczyn od LES KIEGO. Usłyszałem te piosenki przed koncertem Edyty Bartosiewicz w Poznaniu, LES KI supportował ją w całej trasie. Dałem się porwać od pierwszego dźwięku. Jak oni grają! Piękne, barwne dźwięki układają się w urokliwe piosenki i bardzo smutno, że na debiutanckiej epce jest ich tak mało. Ponoć w kwietniu tego roku ma wyjść już pełna wersja płyty, czekam bardzo mocno – bo trochę mi brakowało takiej muzyki. Niebanalnej, ale nie-alternatywnej. Melodyjnej, ale nie-dyskotekowej. Nowej, ale jakbym znał ją już od dawna. Epka kończy się numerem Było, tak się będzie kończył cały wpis. Top 10 2014 w następnym poście!

2 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *