nieustannie goniąc sny – 2016 w muzyce (vol. 2 – wyróżnień część pierwsza)

Po długiej, nieplanowanej (acz nie niespodziewanej) przerwie wracamy do muzycznego podsumowania minionego roku! Z powodu ilości materiału wyróżnienia podzielone będą na dwa wpisy.

DEBIUTY

wyróżnienie – Piotr Zioła, Revolving door

Bardzo zdolny, zupełnie bezpretensjonalny i świetnie śpiewający Piotr Zioła to artysta, któremu ogromnie kibicuję i już czekam na jego kolejne nagrania. Bardzo szkoda, że debiutancki album nie jest nagrany w całości po polsku – ale na taką całościową po polsku płytę liczę. Na pierwszym albumie Zioły można znaleźć chwytliwe refreny, świetne rockowe brzmienia, mnóstwo radości grania. No i głos Piotra Zioły – głos, który jest trochę retro i który mocno zostaje w pamięci. Jeśli ktoś jeszcze tej płyty nie słuchał, niech nadrabia zaległości. To jedna z takich płyt, które można nabyć w ciemno – i z takim drugosinglowym utworem zaczynamy drugą część podsumowania!

 

Debiut Roku – Warszawska Orkiestra Sentymentalna, Umówmy się na dziś

Dostałem tę płytę na obrzeżach Warszawy w jakieś piękne majowe przedpołudnie, w mieszkaniu moich Przyjaciół. Takich Przyjaciół, którzy polecają tylko naprawdę dobrą muzykę (to oni przynieśli do mojego życia Adama Struga). Nazwa zespołu mnie zaintrygowała, podobnie okładka. I już pierwsze dźwięki z płyty owo zaintrygowanie potęgowały, rozjaśniając je jednocześnie zachwytami. Umówmy się na dziś to 13 piosenek, głównie z międzywojennej Warszawy – zagranych i zaśpiewanych z taką lekkością i wdziękiem, że bardzo chce się biec na koncert Warszawskiej Orkiestry Sentymentalnej już, natychmiast. Niestety, na Pomorzu Zachodnim póki co próżno takich koncertów szukać, pozostaje więc płyta. Mamy kawałki bardzo taneczne, jak choćby otwierający płytę Nikodem, mamy też bardzo spokojne i sentymentalne – z przejmującym Listem do Palestyny na czele. Urokliwe aranżacje i jasny głos Gabrieli Mościckiej, który błyszczy między dźwiękami akordeonu, trąbki i wibrafonu to wielkie plusu albumu. Najmłodsza piosenka (i chyba największe zaskoczenie) w zestawie to Życie jest nowelą Krzesimira Dębskiego i Jacka Cygana – utwór, który brzmi naprawdę dobrze w nowej aranżacji. Płyta kończy się piosenką Ireny Santor Warszawa, ja i ty, w której pobrzmiewa fraza „ach, to już wystarczy mi” – mi nie wystarcza i czekam na więcej!

 

POWROTY

wyróżnienie – Kaliber 44, Ułamek tarcia

Wydanie tego albumu to było wydarzenie, na które naprawdę czekałem – głównie z ciekawości, bo powroty „po latach” nie zawsze kończą się dobrze. Nie byłem fanem Kalibra, gdy święcili triumfy z trzema pierwszymi świetnymi albumami, ale pewnie byłem wtedy na nie za młody. Z tamtych lat pamiętam jednak Film, który zrobił na mnie duże wrażenie. Później udało mi się usłyszeć AbradAba na żywo przy okazji Open’era i było to przeżycie, które zaliczam do udanych. Jednak po latach Kaliber stał się swoistą sentymentalną marką, którą nawet ja wspominałem z jakimś westchnieniem – stąd czekanie. Gdy usłyszałem pierwszy raz Nieodwracalne zmiany, wiedziałem już, że warto było czekać. Ułamek tarcia to garść dobrych dźwięków i dobrych tekstów, w których największym plusem jest to, że Joka i AbradAb nikogo nie udają, nie krygują się. Próbowałem prezentować niektóre numery moim uczniom – nie do końca „zaskoczyło”. Ale moi rówieśnicy, a także np. mój Tato doceniają już kunszt zawarty na tej płycie. Dobry powrót, Panowie. Naprawdę dobry.

 

wyróżnienie – Norah Jones, Day breaks

Norah, w przeciwieństwie choćby do panów z Kalibra, nie milczała tak długo – ostatni album (solowy) wydała w 2012 r. To wyróżnienie za powrót jest jednak głównie za to, że na Day breaks Norah wraca do pewnych brzmień, których na ostatniej płycie brakowało. Little broken hearts nie było złym albumem, choć pewnie byłoby zauważone w kategorii Bezszały. Day breaks, zwiastowane bardzo dobrym, jakby odrobinę przydymionym, singlem Carry on rozbudzało wielkie nadzieje. Już pierwszy odsłuch całego albumu przyniosło uśmiech – nadzieje się spełniły. To płyta, która trochę brzmi, jakby była pomostem między Come away with meFeels like home, ale jednocześnie nie jest wtórna – drugosinglowe Flipside potwierdza pewną nową jakość w piosenkach Jones. Norah znów urzeka głosem, znów piosenki brzmią jak popołudniowe słońce, które trochę nas ogrzewa, ale jednocześnie zwiastuje schyłek dnia i przez to lekko rozsentymentalnia. Dobra płyta, dobry powrót. Czekam na więcej.

 

Powrót Roku – Reni Jusis, Bang!

Bardzo czekałem na ten powrót – zwłaszcza po ostatnim, wydanym w 2009 r. albumie Iluzjon cz. I. Czekałem na drugą część tamtej opowieści, ale jeszcze bardziej czekałem na samą Reni, choć i tu, podobnie jak przy Kalibrze 44, nie byłem jej fanem przy żadnej z płyt. Może to siła sentymentu, może to Tomek Makowiecki – bądź co bądź zacząłem Reni mocno kibicować jakiś czas temu, a gdy usłyszałem jej wykonanie Kto tak ładnie kradnie to już kibicowałem jej zupełnie mocno. Album Bang! zwiastowany był przez singiel Bejbi siter, który niektórych moich znajomych wpędził w zażenowanie, ale wpadał w ucho i w sumie mi się spodobał. Czekałem dalej – aż wreszcie album się pojawił, nabyłem, włączyłem i… nie przebrnąłem. To płyta trochę trudna, nieprzystępna, ale przy każdym przesłuchaniu naprawdę zdumiewa i cieszy. Nie jest to zupełnie kontynuacja Iluzjonu, Reni znów serwuje kawał dobrej elektronicznej muzyki. Jest tanecznie, jest też niebezpiecznie – Reni nie ucieka ani od trudnych tematów, ani od mocniejszych dźwięków. Nie ma tu wdzięczenia się do słuchacza, nie ma nic pod publiczkę. Na takie płyty można czekać latami.

 

ZASKOCZENIA

wyróżnienie – Paweł Domagała, Opowiem ci o mnie

Przyznam szczerze, że na informację o tym albumie, zareagowałem głównie ze względu na moją Mamę – jest wielką fanką Pawła Domagały. Gdy płyta się ukazała, posłuchałem – i bardzo mile się zaskoczyłem. To dobry album, Domagała jest pięknie szczery i w tekstach, i w dźwiękach. Dla tych, którzy znają tylko komediowe oblicze Domagały może być to zaskoczenie jeszcze większe. To album zupełnie nieprzekombinowany, prosty, gitarowy, jasny – i właśnie bardzo szczery. To jedna z największych zalet płyty – nie słychać tu żadnej pozy. Chciałbym wybrać się na koncert Pawła Domagały, oczywiście z Mamą. Jestem pewien, że na żywo te piosenki bardzo dużo zyskują. Nie jesto to album, który chciałby pretendować do miana Płyty Roku – to album, który chce zostać z nami na dłużej. Warto.

 

wyróżnienie – Julia PietruchaParsley

Gdy dowiedziałem się, że Julia Pietrucha, jedna z najpiękniejszych młodych polskich aktorek, przygotowuje płytę, to byłem dość ostrożny – zwłaszcza, że pojawiające się w ostatnich latach albumy rodzimych aktorek nie napawały nadzieją. Gdy usłyszałem w Trójce On my own i dowiedziałem się, że to singiel Julii – nie mogłem wyjść z podziwu. Posłuchałem całej płyty – to tak dobre, jasne dźwięki! Miałem szczęście usłyszeć Julię Piertuchę na żywo, co prawda tylko w jednej piosence, gościnnie na koncercie Dawida Podsiadły, ale zawsze coś. Warto sięgnąć po Parsley i dać się tym dźwiękom ukoić, ujaśnić. Kibicuję bardzo kolejnym płytom – może się uda po polsku? Póki co można cieszyć się debiutem, nie dość że pięknie zagranym i zaśpiewanym, to jeszcze wydanym cudnie!

 

Zaskoczenie Roku – Bisz/Radex, Wilczy humor

Od jakiegoś czasu szukam nowej muzyki do słuchania nie tylko w dziale „zapowiedzi” w sklepach internetowych, ale też w częstej lekturze recenzji – głównie w „Gazecie Magnetofonowej” i na portalu cgm.pl. Z tego drugiego źródła dowiedziałem się o płycie Wilczy humor – „międzygatunkowe romanse” zawsze mnie ciekawią, więc właśnie z ciekawości sięgnąłem po album, który był wynikiem współpracy rapera z muzykiem alternatywnych Pustek. Przesłuchałem najpierw singlowe Potlacz!, później cały album. Po kilku dniach wróciłem do tych dźwięków – i wracałem tak kilka razy, bo jakby sam przed sobą bałem się przyznać, że podoba mi się aż tak bardzo. Bisz rymuje świetnie, a Radex muzycznie po swojemu opowiada te same treści. Płyta, niestety bardzo krótka, zostaje w głowie dość długo – jest tu trochę wpadających w ucho melodii (refren z Potlacz!), są numery, do których bardzo chce się wracać, bo brzmią jak wyjęte z własnego serca (przywoływane już kiedyś na blogu Nie obrażaj się). Warto dać temu albumowi szansę. Jako że sam napisałem kiedyś piosenkę Przykurzone buty, to nie zostaje mi nic innego, jak zostawić Biszowe Brudne buty.

 

REEDYCJE

wyróżnienie – Dawid Podsiadło, Annoyance and Disappointment 2.0

Ci, którzy są już posiadaczami wersji deluxe drugiej płyty Dawida Podsiadły, na reedycji znajdą (oprócz nowej okładki) 3 nowe piosenki, 6 remixów i nową (świetną) wersję Nieznajomego. Czy warto więc zainteresować się ową reedycją? Zdecydowanie warto – zwłaszcza, gdy można nabyć nowe utwory cyfrowo i w ten sposób po prostu uzupełnić pierwsze wydanie płyty. Mamy tu duet z Julią Pietruchą, mamy Eight w remiksie Kuby Karasia z The Dumplings, jest wspomniany Nieznajomy w wersji 2.0, a przede wszystkim świetne Tapety, które są jednym z najfajniej zaaranżowanych utworów Podsiadły (to przejście na refren!). I właśnie Tapety zostawiam, bo – niezależnie od decyzji o zakupie reedycji – ten utwór warto sobie wziąć.

 

wyróżnienie – The Dumplings, Sea you later (edycja specjalna)

O samym Sea you later w zeszłorocznym podsumowaniu nie pisałem, bo ta płyta dotarła do mnie bardzo późno i, nie znając jej, nie było jak o niej wspomnieć. A na pewno warto po nią sięgnąć – przy okazji reedycji tym bardziej. Całość przynosi nam 17 utworów (w tym 7 nowych!), które zostają w pamięci i sercu głównie za sprawą wokalu Justyny Święs – ale trudno wyobrazić sobie ten wokal bez lepszego towarzystwa jak Kuba Karaś. Cieszą goście, jak choćby Tomek Makowiecki, cieszą melodie (choć tak często niespokojne), a przede wszystkim cieszy fakt, że The Dumplings to dwoje młodych, bardzo zdolnych ludzi, którzy odnoszą bardzo zasłużony sukces. Jednocześnie, gdy ogląda się ich relacje live w mediach społecznościowych, nie sposób nie zapałać sympatią do nich samych – i jeszcze mocniej im kibicować. Na zachętę, dla tych, którzy duetu nie znają (ale i dla tych, którzy znają i lubią dużo dobrej muzyki), zostawiam singiel, który promował wyróżnioną reedycję. Kto zobaczy to jeden z najlepszych polskich utworów minionego roku – bardzo przejmujący, bez zbędnego patosu. Bardzo czekam na kolejne płyty.

 

Albumy koncertowe, okolicznościowe, pięknie wydane i te z piosenkami Agnieszki Osieckiej – w następnym wpisie!

 

PODOBNE

Skomentuj