#małeposty – początek

Wielki Post jest od nawrócenia, nabierania pokory i stawiania coraz bardziej na Pana Boga. I już sam start akcji #małeposty mocno mnie o tym przekonał.

Po drugiej edycji cyklu „gimnastyka poranna” wiedziałem, że i w Wielkim Poście chciałbym w jakiś regularny sposób zamieszczać okolicznościowe treści na blogu – a „akcja” zawsze dyscyplinuje i pomaga się mobilizować. Wiedziałem jednocześnie, że nie chcę, by była to wielkopostna powtórka gimnastyk, ale coś innego, trochę nowego. Chodziłem z tym kilkanaście dni, zostawiałem pytania i pomysły Panu Bogu, szukałem nazwy i formy. W pierwszy piątek miesiąca, który był jednocześnie pierwszym piątkiem Wielkiego Postu, wszystko się wyklarowało. Małe posty w Wielki Post. Nazwa i pojemna, i znacząca. Oto stało się dla mnie jasne, że tegoroczny WIELKI Post będzie składał się z małych spraw, małych wyrzeczeń, małych dobrych uczynków, małych uśmiechów Pana Boga – chwilę później stało się dla mnie jasne, że każdy poprzedni Wielki Post też się z takich małych rzeczy składał, ale ja nie byłem aż tak czujny. Po drugie – tegoroczne postanowienia wielkopostne mam małe: ot, posprzątać pokój, odpisywać na mejle, ogarniać się życiowo. Ten, kto mnie zna, wie, że to nie takie proste – ale znów, właśnie małymi rzeczami, małymi krokami, mogę te sprawy osiągać. Wielki Post branżowo jest intensywny – katechezy, rekolekcje, dodatkowe nabożeństwa. Tu też trzeba szukać małych chwil bycia sam na sam z Panem Bogiem, błysków Jego obecności. I wreszcie piękna dwuznaczność słowa „post” – rozszerzona przez internetową perspektywę – MAŁE posty mogą być krótkie, ulotne. Niejeden czujny czytelnik zauważy w tym wszystkim pewnie echo „małej drogi” św. Teresy z Lisieux – i słusznie, choć ja sam owe echo zauważyłem już po znalezieniu tytułu i formy wielkopostnej akcji blogowej. To świadczy pewnie o tym, jak bardzo Mała Teresa i jej droga są mi bliskie.

Obmyśliłem, przemodliłem, chciałem być dzielny i około pierwszej wielkopostnej niedzieli ruszyć z akcją. Jednak czas nagle wyparowywał albo znikały siły. Aż wreszcie, gdy czasu i sił było w sam raz – zaczęły się problemy techniczne, już stricte internetowe. Uśmiechnąłem się na to wszystko, bo Pan Bóg przez to kazał mi jeszcze mocniej wtulić się w Niego i Jemu zaufać. Przez 13 pierwszych dni Wielkiego Postu, owych małych postów dostrzegłem sporo. Dzięki temu pojawiła się jeszcze jedna mobilizacja, która (mam nadzieję) będzie owocem całej akcji.

Bo cała akcja #małeposty będzie prowadzona dwutorowo. Pierwsza, zasadnicza część, to #małeposty na blogu – wrzucane przynajmniej trzy razy w tygodniu, wstępnie we wtorki, piątki i niedziele. Oczywiście przesunięcia są prawdopodobne. Nie będą to, jak w wypadku „gimnastyki porannej”, tylko muzyczne „komentarze” do czytań – może pojawić się garść dźwięków i słów o owych małych postach codzienności, oddaję to Panu Bogu. Drugim „torem”, bardziej niezobowiązującym, będzie toczyła się ta wspomniana w poprzednim akapicie (a pośrednio i dwa akapity temu) mobilizacja – by dokończyć różne stare posty, by opublikować podsumowanie roku i tym podobne. Wielki Post z całą swoją mocą jest w stanie mi w tym pomóc. To będą te inne #małeposty.

Oprócz facebooka (czy google plus) i oczywiście samego bloga, zaglądajcie też na księdzowy instagram (@ksiedza.pl). Tam mogą pojawić się #małeposty, które uda się uchwycić „na żywo” – i różne inne drobiazgi, o których pewnie nie zdążę napisać.

Na dobry początek zostawiam piosenkową modlitwę, która już na początku Wielkiego Postu mocno mi towarzyszyła. „Ratuj mnie z pożarów i wyławiaj z rzek, zostań tu, mów o wszystkim, o czym chcesz”. I jeszcze – „a ja jak szpieg się schowam, by przy Tobie być”. Tak, o to w #małychpostach też chodzi.

PODOBNE

Skomentuj