niby nic, a jednak – 2015 w muzyce (vol. 5 – finałowe bonusy)

Jeszcze w 2016 roku pojawiła się zapowiedź: „Już po Fryderykach, podobnie jak w ubiegłym roku – mały bonus do podsumowania”. Zanim podsumowanie minionego roku w muzyce pojawi się na księdza.pl, to wypada jednak ową zapowiedź spełnić. Dla tych którzy pamiętają i dla tych, którzy nie pamiętają!

Do mojego pierwszego podsumowania roku na księdza.pl dołączyłem trzypiosenkowy bonus: „Trzy piosenki, które pochodzą z albumów „nienotowanych” w moim podsumowaniu (z różnych powodów), ale uważam, że są one warte tego, by je ocalić. Choćby jeszcze na chwilę. Umilały mi wieczory, umilały mi spacery. Może i Wam umilą choć jeden moment” – taką zapowiedzią zwiastowałem garść dźwięków „do ocalenia”; wciąż dobrze się do nich wraca. Zanim podsumowanie 2016, to nie trzy piosenki, ale aż pięć fragmentów z albumów w podsumowaniu nienotowanych. Dla rzetelności, ale i dla przyjemności.

Zaczniemy skocznie i tanecznie, i bardzo popkulturowo! Eurowizją 2015 zainteresowałem się dzięki Monice Kuszyńskiej, której od albumu Ocaleni szczerze kibicuję. Sama Eurowizja przyniosła mi, dość niespodziewanie, dwie piosenki, które wskoczyły na wiosenne playlisty 2015 roku – Million voices Poliny Gagariny i Heroes Månsa Zelmerlöwa. Obie piosenki zostały ze mną na dłużej, ale jednak do Heroes i do innych utworów Månsa wracam chyba jednak częściej. W eurowizyjnym wykonaniu dałem się porwać przede wszystkim temu, co nie jest piosenką – efektom wizualnym i animacjom, naprawdę zrobiło to na mnie spore wrażenie. Bardzo to sprawnie wszystko przygotowane – i nawet jeśli „obliczone” na sukces, to dałem się kupić. Zresztą te małe „fascynacje” eurowizyjne zaowocowały tym, że już w 2016 r. obejrzałem po raz pierwszy w życiu cały finał Eurowizji!

Jack Savoretti i jego Written in scars to odkrycie „empikowe” – zawsze przeglądam zapowiedzi płytowe na stronie sklepu i staram się choć trochę zapoznać z tym, co wydaje się ciekawe. Opis „marketingowy” albumu Savorettiego był na tyle przekonujący, że postanowiłem posłuchać – i spodobało mi się. Co prawda cały album w Polsce ukazał się dopiero w 2016 r., ale tytułowe Written in scars promowało album już wcześniej. Najczęściej słuchałem tej piosenki chyba podczas krótkich spacerów do szkoły – zaśpiew „we are the revolution” jakoś dobrze mnie nastrajał i wciąż nastraja. Do tego taneczny teledysk, który przypomina, że ten utwór spokojnie sprawdziłby się w jakimś musicalu. No i głos Savorettiego – głos, który pozwala wierzyć, że jeszcze nie wszystko zostało wyśpiewane.

Jestem niemal pewien, że Bezwładnie było miłością od pierwszego przesłuchania. Jeśli nie od pierwszego, to od drugiego już na pewno. Mikromusic i Skubas przygotowali taką bardzo ładną miniaturkę, niezwykle sentymentalną, z pięknymi chórkami jakby w drugim tle, skonstruowaną tak, że piosenka powoli się wsącza do serca i mości sobie tam gniazdko. „Po prostu jestem” zdaje się śpiewać sama piosenka. Utwór promował film Chemia, ale świetnie funkcjonuje też bez tego filmowego kontekstu. Jeśli ktoś nie słyszał – niech nadrabia zaległości!

Muzyka wieczorem Mirosława Czyżykiewicza to jeden z tych albumów, o których było zdecydowanie za cicho. Kompozycje Adama Opatowicza do wierszy Jarosława Iwaszkiewicza czekały ponad 20 lat na nagranie – i zostały zaśpiewane, nagrane i wydane w pięknym stylu. Dostałem tę płytę od kompozytora, włożyłem do odtwarzacza i z utworu na utwór byłem coraz bardziej zaskoczony. To jest bardzo dobra płyta, nieprzegadana. Bardzo cenię sobie, gdy przy śpiewaniu poezji nie ingeruje się zbyt mocno w tekst. Tu wiersze Iwaszkiewicza są na pierwszym planie, niepocięte – muzyka, jak wieczór, pozwala im wsiąkać w naszą rzeczywistość. Próżno szukać dłuższych fragmentów na youtubie, wrzucam więc Lisa, na zachętę.

Na koniec – perełka. Usłyszałem ten utwór pierwszy raz w życiu od razu na żywo – duszne, sierpniowe Palladium. Mike Rosenberg stał na scenie sam z gitarą i opowiedział dość szczegółowo historię powstania tej piosenki. Potem zagrał i zaśpiewał – starałem się, podobnie jak kilkaset innych słuchaczy, nie uronić ani słowa, ani nuty. Travelling alone brzmi w samym sercu Whispers II Passengera; płyty, której w oficjalnej dystrybucji brak – można ją kupić przez stronę artysty. To zdecydowanie jedna z najpiękniejszych piosenek Passengera, wielki dowód, że Mike Rosenberg potrafi niezwykle opowiadać historie. Weźcie te dźwięki na podróże codzienne – bardziej lub mniej samotne. A niebawem, naprawdę niebawem, duża garść nowych dźwięków w podsumowaniu roku 2016!

PODOBNE

Komentarz 1

  1. Dla innych jednak album Korteza to cos nowego, swiezego i niezapomnianego jak pocztowka z kosmosu . Nastrojowa, prowadzaca do tego by kazdy z nas mogl czasem zastanowic nad nasza egzystencja i przemijaniem.

Skomentuj