gimnastyka poranna: rozpal serce

Eliasz, prorok jak ogień, jest od kilku lat moją szczególną pomocą w adwencie. Jego ikona już kolejny rok stoi przy małym wieńcu adwentowym w pokoju i przypomina, żebym nie bał się ognia, ale żebym dał się spalić w ogniu Bożej Miłości.

„Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: Czemu więc uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? On odparł: Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu” (Mt 17,10-13). Wcześniej, w I czytaniu na dziś słychać: „Następnie powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia” (Syr 48,1). Gdy patrzy się na Eliasza, może zachwycać jego gorliwość, jego radykalizm, ale też niezwykła czujność na przychodzącego Boga. Eliasz płonie – miłością do Boga, gorliwością o Jego sprawy. Warto dziś do tego Bożego ognia się przytulić, żeby rozpalić własne serce – by w Jego ogniu spłonęło to, co nieważne; by w cieple tego ognia mogli grzać się ci, którzy gorzej się mają. Jeśli ma się serce rozpalone Bogiem  i dla Boga, to ma się wszystko, czego trzeba, by zmieniać świat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *