co ja mogę

Mój ulubiony numer z najnowszej płyty Ani Dąbrowskiej zaczyna się słowami: „Ja wiem, nazbierało się chmur, niedokończonych zdań urwanych w pół”. To jeden z tych momentów, gdy wiem, że moje życie to musical.

O przerwach w funkcjonowaniu blogach, nienapisanych wpisach i tym podobnych rzeczywistościach już było, więc mogę darować sobie, zwyczajowe dla mnie, przydługie wstępy. Chciałem wrócić do pisania, raz po raz dostrzegałem różne impulsy, a jeden z nich jest tak mocny, że zrozumiałem, to już czas.

Tragedia w Nicei sprzed dwóch nocy wstrząsnęła mną mocno, może także dlatego, że kierowca tamtej ciężarówki był zaledwie trzy lata starszy ode mnie. Po raz kolejny zrozumiałem jak bardzo jesteśmy stworzeni na Boży obraz i podobieństwo – mamy moc tworzenia piękna i moc niszczenia światów. Wstrząsnął mną ogrom tragedii, jej „sceneria” (świąteczny, letni wieczór pełen szczęścia), ale jeszcze mocniej wstrząsnęły mną reakcje „opinii publicznej” – polityków, publicystów i (najmocniej) głosów z facebooka. Podobnie jak przy nasileniach kryzysu uchodźczego czy poprzednich europejskich tragediach, znów słyszę mnóstwo gniewu, zajadłości, wrogości, potwierdzania cudzą śmiercią słuszności własnych racji. Siedziałem wczoraj w wakacyjnie zabałaganionym pokoju, patrzyłem na Serce Pana Jezusa i zastanawiałem się co ja mogę.

Wydaje się normalne, że wobec ogromu cierpienia, tragedii jak w Nicei (czy tysiącu innych miejsc) pierwszą reakcją serca będzie strach i smutek. Mogę się bać, bo przecież takie sprawy ani dalekie, ani niemożliwe już nie są. Może być mi smutno, bo każda tragedia to ileś przerwanych żyć, historii i wspomnień. Mogę się złościć i bić pianę, bo przecież widać do czego prowadzi multi-kulti, islamy i laicyzacja Europy. Zresztą, z tych samych powodów mogę też triumfować, że ja jestem Polak-katolik i że skoro Bóg-Honor-Ojczyzna, to nie u nas te numery. Mogę też wreszcie wytykać palcami błędy całemu światu albo w odrębnym krańcu świadomości mogę bezsilnie płakać, zagryzać poduszkę i bać się wyjść z domu. Mogę też ustawić sobie flagę Francji na profilówce na facebooku albo jeszcze lepiej mogę potępić tych, którzy to robią. Możliwości jest wiele, ale każda z nich to tak naprawdę zawoalowane „nie mogę nic”. A skoro nic nie mogę, to przynajmniej dam upust emocjom, żeby udawać, że jestem silniejszy.

I tak siedziałem pośród tych potencjalności i z nową mocą zrozumiałem co ja mogę. A mogę wiele. Bo skoro jestem katolikiem, skoro wiem, że Jezus Chrystus świat zwyciężył, skoro mam doświadczenie Jego Miłosierdzia, to mogę wiele. Mogę się modlić. Za ofiary z Nicei, ale też za zamachowca i za jego rodzinę. Za tych którzy się boją i za tych którzy krzyczą. Za siebie, żebym umiał kochać, ale też żebym zawsze był gotowy. Modlitwa to nie garść pobożnie rzuconych słów. To pewność, że nie ja kieruję światem – ale że On kieruje światem. Modlitwa to pewność, że skoro jestem słaby i bezsilny, to nawet lepiej, bo On, mój Bóg będzie mógł zacząć szybciej działać. Modlitwa to długofalowy sposób na zmianę widzenia świata. Modlitwa wreszcie to stały ląd pośród sztormów tego świata. Bo modlitwa to taka piękna bezpośredniość św. Piotra – „Panie, do kogo mamy pójść?”. To spotkanie z Tym, który jest Panem nie tylko szabatu, ale całego świata. A skoro Bóg dał mi tę łaskę wiary, to tym bardziej – zwłaszcza wobec tego, co jest nie do ogarnięcia – mogę się modlić. Żeby nie oddychać już strachem albo wrogością, ale zacząć oddychać Bogiem. I przez modlitwę więcej tego „Bożego powietrza” na świat wpuszczać.

Gdy w nocy radio mówiło mi o zamachach w Turcji to utwierdziłem się w tym, że mogę wiele – zwrócić się do mojego Pana. Ranek przyniósł mi ze słońcem nową garść nadziei – 16 lipca to dzień Matki Bożej Szkaplerznej. Jakby kolejne potwierdzenie – bo przecież św. Szymon Stock ratunku dla Karmelitów szukał na modlitwie. To właśnie w tej przestrzeni przyszła do niego Maryja i wręczyła mu szkaplerz, który ma przypominać, że Ona otacza płaszczem opieki tych, którzy chcą się w ten płaszcz chować. I znów ta pewność, że jeśli mam robić cokolwiek – to najpierw się modlić. Co ja mogę wobec takiego wezwania.

[tym wpisem, trochę „przy okazji” chcę reaktywować cykl „Święty Tygodnia” – fakt, że o Matce Bożej z Góry Karmel dziś ledwie kilka słów, ale bądź co bądź kluczowych!]

PODOBNE

Skomentuj