niby nic, a jednak – 2015 w muzyce (vol. 2 – wyróżnienia)

Idę za ciosem! Podsumowania roku ciąg dalszy – wyróżnienia!

Wyróżnienia

W minionym roku działo się trochę w muzyce i siłą rzeczy nie wszystkie słuchane przeze mnie albumy (piosenki) mogą wskoczyć do top 10 – dlatego, podobnie jak w roku ubiegłym – chciałbym kilka muzycznych rzeczywistości wyróżnić w kategoriach specjalnych. Tym razem (o dziwo) bez przydługiego wstępu – bo muzyki przed nami dość sporo.

DEBIUTY

wyróżnienie – Bukowicz, Możesz nawet tańczyć EP

Śpiewający chłopiec, którego poznałem dzięki „Gazecie Magnetofonowej” – pod koniec roku udostępnili Jakbyś wył Bukowicza. Tekst spodobał mi się tak bardzo, że szybko nawiązałem z Bukowiczem kontakt i nabyłem jego debiutancką epkę Możesz nawet tańczyć od razu w kilku egzemplarzach, by nowe ładne dźwięki sprezentować dobrym ludziom. Słuchałem tych piosenek głównie w styczniowe pokolędowe wieczory – naprawdę szkoda, że póki co mamy tylko cztery utwory Bukowicza, czekam na więcej. Słychać tu trochę Króla, to zresztą było moje pierwsze skojarzenie przy tych dźwiękach. Chciałbym jeszcze kiedyś o tej muzyce napisać więcej, bo Bukowiczowi kibicuję i mam nadzieję, że przynajmniej niektórym z Was się też spodoba. Zostawiam I zachowuj się – tak zaczyna się epka, tak zaczną się nasze wyróżnienia.

wyróżnienie – TABB i Sound’n’Grace, Atom

Ktoś może  się zdziwi i powie, że cały ten album to zbiór banalnych fraz i melodii – ale na dobrą sprawę, czy czasem w życiu nie trzeba właśnie banałów i sprawdzonych rozwiązań? Jeśli się jest fanem komedii romantycznych, musicali i Magdy M., to wyróżnienie dla Atomu nie zdziwi. Zresztą gdy się nie jest – to też dziwić nie musi, mam przecież znajomych, którzy bardzo lubią tę płytę mimo braku sympatii do Magdy Miłowicz. TABB po raz kolejny udowadnia, że jest sprawnym producentem i kompozytorem, a Sound’n’Grace dają nadzieję, że jeszcze trochę ładnych brzmień nam przyniosą. Będę kibicował i wspierał, bo mnie przekonują. Co prawda pierwszosinglowy Dach mnie nie kupił zupełnie, ale dzięki Listom do M. 2 poznałem inne ich piosenki (Nadzieja trafiła nawet do jednej z gimnastyk porannych), nabyłem album i bardzo się cieszę, bo Atom nastraja pozytywnie. Naprawdę, czasem właśnie tego trzeba. Zostawiam Na pewno, bo to jeden z moich ulubionych momentów tej płyty.

Debiut Roku – Kortez, całokształt (Jazzboy sessions EPBumerangOd dawna już wiem EP)

Czy mogło być inaczej? O Kortezie w ostatnich miesiącach napisano i powiedziano tyle, że niejeden artysta z wieloletnim stażem mógłby się czuć zazdrosny. Ale takiego artystę mogła by też zżerać zazdrość, że debiutant śpiewa takie piosenki – które zostają w głowie i w sercu, które uszlachetniają, są szczere i do nikogo się nie wdzięczą. Pierwszą epkę Korteza zamówiłem chyba jeszcze w kwietniu, wiedziony trochę przeczuciem, że to może być naprawdę coś dobrego. Trzy piosenki – ZostańJoeCo myślisz? – które brzmiały wiosną w mim odtwarzaczu przyniosły apetyt na więcej. Później pojawiła się zapowiedź albumu, koncerty – nie mogłem i nadal nie mogę się od tej muzyki oderwać. I tak naprawdę nie chcę. Zostań to był pierwszy Kortezowy „kontakt ze światem”. A skoro to zwycięstwo w kategorii Debiut Roku, to nie wypada podlinkować niczego innego.

 

REEDYCJE

wyróżnienie – Sam Smith, In the lonely hour: Drowning shadows edition

Przyznam szczerze, że dopiero kilka miesięcy temu jeden z moich kumpli zwrócił mi uwagę na tego zjawiskowo śpiewającego Brytyjczyka – a później jeszcze wręczył mi reedycję jego debiutanckiego albumu jako bożonarodzeniowy prezent. I dzięki temu, chyba już na stałe, zagościły w moim życiu świetne piosenki Sama Smitha. Jak dobrze się ich słucha! Pełne są szczerych emocji i naprawdę dobre są na samotne godziny (choć na jakieś „wspólne” też). Reedycja wzbogacona została o dodatkowy krążek z dziewięcioma utworami, jednym z nich jest piękny duet z Johnem Legendem, zresztą jedna z pierwszych piosenek Sama, które usłyszałem. Zostawiam, polecam, warto.

 

ALBUMY KONCERTOWE

wyróżnienie – Kasia Kowalska na żywo z Przystanku Woodstock 2014 (CD+DVD)

Mam wielki sentyment do Kasi Kowalskiej, choć do grona moich ulubionych wokalistek „wskoczyła” dopiero kilka lat temu. Jakoś tak się złożyło, że uzbierałem całą dyskografię, a do wielu piosenek wracam bardzo często. Nigdy jeszcze na żadnym jej koncercie nie byłem, może kiedyś się uda, zresztą jednym z moich dwóch ulubionych albumów Kowalskiej jest Koncert inaczej z 1995 roku (swoją drogą, to taki album, który naprawdę warto mieć w swoich zbiorach). Gdy zobaczyłem, że tracklista zapowiadanej płyty z Przystanku Woodstock obfituje w numery z jej starych płyt, bardzo się ucieszyłem. Niektóre mają już ponad 20 lat (więcej niż moi uczniowie!), a niezmiennie poruszają i zachwycają!

Koncertowy Album Roku – Zbigniew Wodecki with Mitch&Mitch Orchestra and Choir, 1976: A space odyssey 

Oprócz zaszczytnego tytułu Koncertowego Albumu Roku, ten projekt otrzymuje też nagrodę za Zaskoczenie Roku. Naprawdę nie spodziewałem się, że Zbigniew Wodecki może aż tak mnie porwać! Jeśli ktoś nie słyszał jeszcze tej płyty, niech szybko nadrabia zaległości – a jeśli już słyszał, to wie, że to świetny album. Mnóstwo energii, mnóstwo kolorów. I jakie melodie! A jakie aranżacje! Plus świetne wydanie. Absolutnie jedna z ciekawszych pozycji, jakie pojawiły się w minionych latach na polskim rynku. Takie „powroty” artystów to klasa sama w sobie, dla kolejnych poprzeczka wysoko zawieszona. A póki co, czas rzucić to, co złe i dać się porwać muzyce!

 

ALBUM OKOLICZNOŚCIOWY

Świąteczna Płyta Roku – TGD, Kolędy świata

Na tę płytę czekałem do maja – wtedy Pedro Nazaruk powiedział mi, że koncertowy projekt z kolędami świata będzie wydany na płycie. TGD to czołówka na polskiej chrześcijańskiej scenie muzycznej, więc można było się spodziewać dobrego albumu. Ale nie ukrywam, że wyszło dużo lepiej niż dobrze. Bo jest i pobożnie, i szczerze, i radośnie, barwnie, a jednocześnie modlitewnie. W książeczce dołączonej do płyty Pedro Nazaruk prowadzi przez wybory repertuarowe i przez różne kawałki świata, które chórowi udało się zamknąć w jednym krążku. Gościnnie pojawia się Kuba Badach, Natalia Niemen (jak zwykle zjawiskowa) i moja ukochana Anna Maria Jopek. Pojawienie się albumu zwiastował utwór Mario, czy już wiesz?, który zapada w pamięć od pierwszego przesłuchania. Kino religijne u nas leży, jak dobrze, że religijną muzykę mamy na wysokim poziomie!

 

WYDANIE I OPRAWA GRAFICZNA

Najpiękniej Wydana Płyta – Kwadrofonik i Adam Strug, Requiem ludowe

Otrzymałem ten album w prezencie od Przyjaciół i muszę przyznać, że to chyba w ogóle jedna z najpiękniej wydanych płyt, jakie mam w swoich zbiorach – zwłaszcza, że nie chodzi tu jedynie o piękno wizualne czy treściowe, ale też o piękno spójności obu tych przestrzeni. Oto bowiem Requiem ludowe wydane jest jak śpiewnik z fioletową wstążeczko-zakładką, jakby żałobnie, ale dostojnie. Nie wyobrażam sobie tego materiału muzycznego w kartonikowym digipacku (choć jestem ich fanem), a już na pewno nie w plastiku. O samej płycie się nie rozpisuję, bo jeszcze będzie okazja. Pozwoliłem sobie zrobić zdjęcia, by choć trochę przybliżyć, jak piękne jest to wydanie.

requiem

Najciekawiej Wydana Płyta – Dawid Podsiadło, Annoyance and disappointment (Deluxe edition)

Niektórzy z moich znajomych mówili, że takie wydanie to skok na kasę. Dzięki mojej Babci jestem szczęśliwym posiadaczem wersji deluxe i takiemu wydaniu, nawet jeśli miałoby być skokiem na kasę, to wybacza się wiele. Reprodukcje ręcznie pisanych tekstów, pendrive z dodatkowymi piosenkami, a nawet tatuaż. Cieszę się, że są jeszcze artyści, którzy chcą ciekawiej wydawać swoje albumy. Wytwórnia zatroszczyła się o filmik promujący wersję deluxe, więc możecie sami zobaczyć, jak to cudeńko wygląda.

 

[bonus, czyli kategorie specjalne]

Na koniec dwie szczególne kategorie. Pierwsza, która przypomni dwie wydane w 2015 roku płyty z piosenkami Agnieszki Osieckiej i druga z dwiema najchętniej słuchanymi piosenkami w minionym roku. Śledzę bacznie wszystkie nowe nagrania piosenek Osieckiej od dobrych kilku lat, więc taka kategoria wydaje mi się całkiem słuszna – jednocześnie mogę raz jeszcze ucieszyć się, że piosenki Poetki są wciąż śpiewane (i to jak!). A jeśli chodzi o najczęściej słuchane piosenki, to z pomocą przychodzi mi iTunes zainstalowany na moim komputerze, który we współpracy z moim iPodem, prowadzi takie statystyki, dzięki czemu mogę się czasem sam nieźle zadziwić. Tu już bez podziału na wyróżnienia i zwycięzców – to po prostu specjalne laury w specjalnych kategoriach.

PIOSENKI AGNIESZKI OSIECKIEJ

Katarzyna Łopata, Osiecką

Nieznana mi zupełnie młoda artystka przygotowała siedem piosenek do nieśpiewanych dotychczas wierszy Osieckiej. Całość ładna, spójna, trochę jakby niedopowiedziana. Album zaczyna się od słów „Pocałuj mnie w usta na pożegnanie” – i wtedy już się wie, że wcale żadnego pożegnania nie będzie, ale z będzie się słuchać i słuchać. Pisałem o tej płycie jesienią, można sobie przypomnieć. Cały album do posłuchania już nie tylko na oficjalnej stronie wytwórni, ale także na YouTube. Zostawiam Szarą sukienkę z samego środka płyty.

 

Katarzyna Groniec, ZOO z piosenkami Agnieszki Osieckiej 

Ogromnie żałuję, że nie mogłem posłuchać tego programu na żywo! Na szczęście, mimo wcześniejszych zapowiedzi, ZOO ukazało się na CD i DVD. Osiecką uwielbiam, Kasia Groniec niezwykle mnie zachwyca od wielu lat – nie mogłem się doczekać tego projektu. I przyznam, że jestem ogromnie zaskoczony, nie spodziewałem się bowiem aż tak świetnego efektu. To znaczy, przypuszczałem, że to będzie dobry album, ale ZOO jest albumem świetnym, pełnym osieckich niepokojów, ale jednocześnie do szpiku dźwięków to płyta Kasi Groniec. Nie ma tu żadnego udawania, żadnego grania „pod publiczkę”. Rewelacyjnie wypadają piosenki Skaldów (Rodzi się ptak jest niesamowite!), pięknie odświeżone są Osieckie hity. Czy warto? Zdecydowanie warto – to jedno z ciekawszych podejść do Osieckiej w ostatnich latach. I nawet jeśli pozostawia trochę niedosytu (choćby dlatego, że na wersji CD nie zmieściły się wszystkie piosenki), to przecież „nie chodzi o to, by złowić króliczka, ale by gonić go”.

 

NAJCZĘŚCIEJ SŁUCHANE PIOSENKI

Fismoll, Eager Boy

Eager boy, singiel zwiastujący drugi album artysty, pojawił się w samym środku wiosny, kiedy w sercu było pełno marzeń i tęsknot. Od pierwszego przesłuchania – muzyczny magazyn podręczny. Często do tych dźwięków wracałem, bo Fismoll ma w sobie to wszystko, co przynosi mi szczęście – i trochę wiatru, i mnóstwo słońca, wiosnę i słoneczną jesień, wspomnienia wieczorów u babci na wsi i marzenia o kolejnych pięknych dniach, ładny smutek i jasną nadzieję Koniec końców Eager boy był najczęściej słuchaną przeze mnie nową (opublikowaną w 2015 r.) piosenką w minionym roku. I na pewno będę wracał do niego nie raz, nie dwa – bo jakoś się w tych wersach i emocjach odnajduję.

 

Passenger, Whispers

Whispers to z kolei (może być trochę skomplikowane) najczęściej słuchana przeze mnie nowopoznana (ale opublikowana wcześniej) piosenka w minionym roku. Passenger do mojego życia wkroczył dzięki sierpniowemu koncertowi w warszawskim Palladium, o czym będę pisał w kolejnym poście. Whispers zwróciło moją uwagę już wtedy. Wróciłem do domu, słuchałem albumu Whispers I, dotarłem do tytułowego numeru i nie mogłem się oderwać. Słuchałem, słuchałem, słuchałem – i wciąż było mi mało. To jedna z lepszych piosenek Passengera – o tym, że czasem potrzeba szeptu, gdy wszyscy obok krzyczą. I o tym, że tak naprawdę ciężko się czasem odnaleźć w świecie. Jesień pełna była zawirowań społeczno-politycznych i te dźwięki naprawdę mnie ratowały i pomagały znaleźć dystans, zresztą Whispers pojawiło się na finał jednego z moich najbardziej osobistych wpisów ever. Bardzo często wracam do tej piosenki. W moim iPodzie jest ponad 11 500 utworów; Whsipers nabyłem w sierpniu, a jest już wśród 25 najchętniej słuchanych przeze mnie utworów w ogóle. I na pewno na długi czas zostanie.

 

W następnej części podsumowania, zanim top 10, wspomnę najlepsze koncerty minionego roku! Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *