niepokoje (nie)codzienne – Katarzyna Łopata śpiewa Osiecką

Agnieszka Osiecka jest chyba jednak trochę mainstreamowa – a przynajmniej jako taka może się jawić. Tym bardziej cieszą inicjatywy, które Osiecką odkrywają trochę alternatywnie.

Przyznam się szczerze, że o płycie Katarzyny Łopaty Osiecką dowiedziałem się zupełnie przypadkiem, chyba z facebookowego profilu Fundacji Okularnicy. Pomysł spodobał mi się od razu, zanim posłuchałem piosenek – wokalistka wraz z Wojciechem Klonem postanowili sięgnąć po siedem nieśpiewanych wierszy Osieckiej i opowiedzieć je zupełnie po swojemu. „Nowych” piosenek Osieckiej od jej śmierci pojawiło się już dość sporo, nie licząc starych-zapomnianych-nienagranych; wystarczy przypomnieć …tylko brać. Osiecka znana i nieznana Soyki czy Buty2 Maryli. Tym razem jednak po Osiecką sięgnęła artystka szerszemu gronu nieznana, wybrała wiersze Poetki głównie z tomów Wada serca Za chwilę, które uwielbiam. Dlatego bardzo byłem ciekaw, jak całe przedsięwzięcie się uda.

Płyty nie kupiłem jednak w ciemno – na stronie wytwórni Sześcian Records można posłuchać piosenek do słów Osieckiej. A po pobieżnym przesłuchaniu wiedziałem, że przy najbliższej okazji płytę po prostu kupić muszę.

Nie jest to płyta wesoła – już pierwsza piosenka wprowadza nas w ten niezwykły klimat opowiadania Osieckiej o skończonym kochaniu, trochę smutno, ale bez niepotrzebnego patosu. Przez siedem, zaledwie siedem utworów Katarzyna Łopata wraz z Poetką wyśpiewuje te „trochę smutki”, małe niepokoje. Teksty wybrane przez Łopatę i Klona dalekie są od wielkich spraw – to raczej szepty codzienne. Choć środki użyte do opowiadania tych szeptów, tych spraw, do codziennych nie należą. Album wymyka się sklasyfikowaniu go jako „poezja śpiewana” w klasycznym, smętno-giatrowym brzmieniu. Melodie są niebanalne, momentami jazzujące, aranżacje są przyjemnie zaskakujące – elektronika splata się z perkusją, saksofonem i gitarą. Nie jest to pozycja, która przemówi do mas, ale chyba nie takie były zamierzenia twórców. Udało się na pewno z muzyką zgrać te osieckie niepokoje, drgania – a skoro piosenki opowiadają o sprawach codziennych, to świetnym zabiegiem było wkomponowanie w tło dźwięków ulicy. Bo przecież podobne sprawy dzieją się za oknem, za ścianą, u nas.

W ramach bonusu dołączono alternatywne wersje dwóch ostatnich utworów z płyty, szczególnie dobrze wypada ta druga wersja Złego księżyca. To chyba najlepszy numer na płycie, który mógłby wyznaczyć Katarzynie Łopacie ciekawą drogę rozwoju artystycznego. Wokalistka, zaledwie dwudziestolatka, momentami brzmi jak Kasia Nosowska, Mela Koteluk, ale nie ma się wrażenia żadnej wtórności. Bo i melodie, i głos, i teksty tworzą dość spójną całość, dają słuchaczowi przekonującą dawkę emocji.

Piękne, ale trochę „chłodne” wydanie dopełnia wizji artystycznej całego przedsięwzięcia. To nie jest płyta skrojona na przebojowość, ale ma szansę jednak przetrwać w sercach słuchaczy dłużej niż jeden sezon. Cieszę się bardzo, że Katarzyna Łopata sięgnęła po Osiecką i że zrobiła to po swojemu. Bo to udowadnia, że Poetka może nam jeszcze wiele powiedzieć, w zupełnie niespodziewane sposoby. Słucham tej płyty, słucham – i myślę, że Osiecka byłaby z niej zadowolona.

Na zachętę, poza odnośnikiem na stronę wytwórni, zostawiam otwierające album „Co teraz?”. Jeśli Waszą odpowiedzią będzie sięgnięcie po cały album, to się po prostu cieszę.

PODOBNE

Skomentuj