„drogi długie i powroty” albo dlaczego nie odpisuję na mejle

O takich drogach śpiewaliśmy kiedyś z seminaryjnym zespołem – i z różnych stron takie drogi mogą wieść. 

W śpiewanej przez nasz zespół piosence chodziło głównie o powroty z grzechu – numer nosił tytuł „Powrót Syna Marnotrawnego” i opowiadał właśnie o wracaniu do Pana (i do życia) z różnych grzechowych sytuacji. Akt pokutny z Mszy świętej uczy, że grzech to nie tylko uczynek, ale też zaniedbanie. I w tym sensie czas na (kolejne) nawrócenie.

Odkąd pamiętam mam problem z odpisywaniem na mejle, smsy, z oddzwanianiem – zazwyczaj, gdy nie zrobię tego od razu, to albo zrobię to po kilkunastu (kilkudziesięciu!) dniach, albo nie zrobię tego wcale. I im więcej mija czasu – tym jest mi trudniej. Bo mam jakieś poczucie, że powinienem tłumaczyć, dlaczego tak długo zwlekałem i nadrobić informacyjno-życiowe zaległości – i każdy dzień tę blokadę umacnia, siłą rzeczy owych informacji do nadrobienia jest coraz więcej. Inna sprawa, że czasem już w ogóle nie odpisuję, bo jest mi głupio – sprawa się przedawniła, nie załatwiła itp. Nie jestem pewien, czy wiecie, o jaki rodzaj „blokady” mi chodzi – ale uwierzcie, że bardzo utrudnia to budowanie ze mną relacji zarówno osobistych, jak i „zawodowych”.

Zdaję sobie sprawę, że to jedna z moich największych słabości – i wciąż Panu Bogu to powierzam. Moi najbliżsi dobrze mnie znają i jakoś się już do tej słabości przyzwyczaili, czasem to nieodpisywanie zamieniają w żart, ale jednocześnie nie ustają w mobilizowaniu mnie, żebym się za siebie wziął. Nie jest to proste, ale z Bożą pomocą się udaje coraz częściej.

Na blogu pojawiły się megazaległości – pierwsze spowodowane jakąś słabością fizyczną w połowie marca. Później był już efekt domina, bo miałem nieustannie poczucie, że przed wróceniem do bieżącego trybu pisania, powinienem „nadrobić” wszystkie zaległe wpisy, dokończyć szkice. Z miesiąca na miesiąc tych zaległości przybywało, a mi było się wziąć za nadrabianie coraz ciężej. Pamiętam, że w szkole (i chyba jeszcze na studiach) przy opuszczonych notatkach albo niedbale napisanych fragmentach zapisywałem na marginesie „popraw” albo „uzupełnij”. Nic z tego nie wychodziło i bardzo chciałem, żeby tym razem – na blogu – było inaczej. Ale najpierw pokora, pokora, pokora 🙂 Chciałbym te zaległe posty nadrobić – ale Panu Bogu to oddaję!

Ten wpis jest „na powrót”, kolejny zresztą. Pewnie uważny czytelnik to zauważy. Wierzę, że tym razem się uda – to jakiś kawałek walki o samego siebie, walki ze słabościami. I walki o to, żeby nie marnować natchnień i darów od Pana Boga. Bo to jednak grzech zaniedbania.

Dla tych, którzy czekali dzielnie – pierwszy singiel Fismolla, z 2013 roku. Bo może jeszcze ktoś tam gdzieś mnie słyszy 🙂

Zawsze proszę o modlitwę!

2 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *