jedyne takie Serce

Duszne popołudnie, trochę słońca, gwar miasta. Stacja metra pełna spraw i brudu, jak wszystkie w tym mieście. Nic, że to Plac Pigalle. Wzdłuż bulwaru de Clichy rozciągają się sex-shopy, domy rozkoszy i rozpusty, mężczyźni i kobiety wyłaniają się z cienia. Dolina grzechu, dolina łez. Z Placu Pigalle jednak skręcić można w inną stronę, tam gdzie ulica idzie w górę. Schody, zaułki, ciągle wzwyż. Montmartre, Wzgórze Męczenników. Spomiędzy budynków wyłania się biały mur. Stajesz przed bazyliką Sacre-Coeur, bazyliką Świętego Serca. Pięknie stąd widać cały Paryż. I pięknie stąd widać nawet samego siebie.

Lubię wracać do tego obrazu – bazylika Serca Jezusowego, górująca nad doliną rozpusty i rozkoszy. Trzeba się namęczyć, żeby się tam wspiąć – bo przecież nawrócenie, przejście z grzechu do światła, najłatwiejsze nie jest. Ale Serce Jezusa przyciąga do siebie, jest ponad grzechem, ciemnością, smutkiem, upadkiem. Geograficzne położenie tej, chyba najsłynniejszej, bazyliki poświęconej Sercu Pana Jezusa o tym nieustannie przypomina.

Czerwiec wyznaczany jest w Kościele Katolickim rytmem Serca Jezusowego – nabożeństwa czerwcowe przeplecione śpiewem litanii, akty zawierzenia, wołanie „Jezu, cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze według Serca Twego!”.  Skąd to Serce? Gdy zapytałem moich uczniów, odpowiedzieli wprost: przecież Pan Jezus był człowiekiem, więc miał serce. Prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, Jezus Chrystus miał serce – a wzrok całego świata skierował na to serce żołnierz, który po śmierci Jezusa przebił Mu bok. A jakby tego było mało, sam Pan Jezus swoje Serce pokazał – i przypomniał, że to jedyny ratunek dla świata.

Środek XVII wieku, zakon sióstr wizytek w Paray-le-Monial we Francji. Dwudziestoczteroletnia siostra Małgorzata Maria, której życie nie szczędziło trudów, spotyka Pana Jezusa. Bardzo dosłownie – On sam objawia się jej i pokazuje swoje Serce, oplecione cierniami, ale i nieustannie płonące miłością do ludzi. Serce – symbol największej czułości i zażyłości, miłości i tęsknoty. Kiedy wchodzimy w relację z drugim człowiekiem, to wiemy, że gdy serce zaczyna pałać, drżeć – to jest to ktoś bliski. Jezus pokazuje swoje Serce jakby po to, żeby łatwiej było budować z Nim relację – od serca do Serca.

Wraz z misją św. Małgorzaty Marii Alacoque pojawił się (choć nie bez trudu, oczywiście) kult Najświętszego Serca Pana Jezusa – dziś pięknie uzupełniany przez kult Miłosierdzia Bożego i orędzie św. Faustyny Kowalskiej. Praktyka pierwszych piątków miesiąca związana z wynagradzaniem Sercu Jezusowemu za zniewagi i grzechy całego świata, osobna uroczystość ku czci Serca Jezusowego, litania i papieże zawierzający ludzkość Jezusowemu Sercu. Skąd ten fenomen? Może właśnie z poczucia pewnej intymności – Ewangelia wg św. Jana podaje, że w trakcie Ostatniej Wieczerzy umiłowany uczeń spoczywał na piersi Zbawiciela. Musiał słyszeć bicie Jezusowego Serca – a przecież pewnych spraw nie da się wypowiedzieć, tylko serce je wyczuje, tylko serce je zrozumie. Kult Serca Jezusowego pozwala zbliżyć się do naszego Pana – i pozwolić, by to czego nie umiemy ogarnąć, wypowiedzieć, „dogadywało się” z Nim właśnie w przestrzeni serc.

Kilka lat temu, jeszcze przed seminarium, kult Serca Jezusowego w ogóle mnie nie ruszał. Ale w czasach seminaryjnych (a doświadczenie pierwszego roku kapłaństwa jeszcze to pogłębiło) zacząłem jakoś mocniej ten kult przeżywać. Jest przecież ta „sercowa pobożność” związana mocno z Męką Pańską – przypomina o wielkiej miłości Pana Jezusa do mnie. Jest w tym też dużo poczucia bezpieczeństwa, bo gdy zagląda się do Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa, gdy przygląda się temu Sercu – to widać, jak ono jest piękne, pełne łask wszelkich, cierpliwości, nadziei. Może dlatego tak lubię do Serca Jezusa się modlitewnie przytulać – bo to jest Serce, które nieustannie bije z miłości do mnie. Jego rytm trzyma może życie, sprawia, że wszystko ma sens. I wystarczy kilka chwil – i przechodzę z Placu Pigalle do Najświętszego Serca. I wiem, że mogę znów zacząć żyć, kochać, wierzyć.

[tekst ukazał się w czerwcowym numerze szczecińskiego ekumenicznego miesięcznika Prosto z mostu]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *