bez castingu

Urodziłem się po to, żeby zostać gwiazdą.Pamiętam, że bardzo lubiliśmy z grupą przyjaciół korzystać z takich zwrotów w czasach gimnazjalnych, licealnych – ale też później. Dawały nam dostatecznie duży dystans do przeżywania sławy lokalnej i każdej innej. Niemniej ten zwrot ma w sobie też jakąś tęsknotę za byciem kimś – tęsknotę przecież mi nieobcą. Ale owa tęsknota była chyba obca jemu – nie liczył raczej na sławę i bycie opiekunem Kościoła Świętego. A dziś jest jego dzień. Święty Józef – nasz Święty Tygodnia.

Zresztą nie mogło być inaczej. Choć tak naprawdę święty Józef zapukał do mojego życia stosunkowo niedawno. Dorastałem, co prawda, do kapłaństwa w seminarium poświęconym Świętej Rodzinie, ale ze św. Józefem bliżej poznałem się chyba dopiero na trzecim, może czwartym roku. Mój przyjaciel, który przyniósł do mojego życia bł. Stefana Frelichowskiego, ma do św. Józefa dość duże nabożeństwo – i to właśnie przez owego przyjaciela zainteresowałem się tym wyjątkowym wspomożycielem. I z roku na rok zachwyca mnie i jego historia, i wsparcie, jakiego chętnie mi udziela.

Maryja miała komfort spotkania anioła, rozmawiania z nim. Do tego przy nawiedzeniu św. Elżbiety otrzymała jeszcze potwierdzenie tego, że anioł mówił prawdę. Św. Józef takiego komfortu nie miał – jemu anioł objawił się jedynie we śnie. Józef naprawdę uwierzył Panu Bogu na słowo i poszedł za Nim w ciemno. Niezwykłe ryzyko. Wielka odwaga – bo w ramach jednej decyzji wziął jednocześnie  pod opiekę nieswoje dziecko. Józef przez tych kilka stron Ewangelii pojawia się nieustannie w tle, jest jakby obok – ale jednocześnie jest dopełnieniem Bożego zamysłu, jest takim widzialnym spełnieniem słów, które Gabriel powiedział Maryi: „moc Najwyższego osłoni Cię”.

Na świętych nie ma żadnych castingów, Pan Bóg nie organizuje żadnych talent show. Każdy może świętym być – i św. Józef dziś chce nam o tym przypominać. On, który uwierzył w Ewangelię, zanim została spisana, swoim życiem (bo słów na próżno szukać w Biblii) zostawia nam prostą receptę na świętość – słuchaj Pana Boga i działaj. Dla mnie, który nieustannie planuję, dużo mówię – święty Józef jest niezmiennie mobilizacją, żeby po prostu działać. I z małych spraw budować własną świętość.

Józef patronuje tak rozmaitym przestrzeniom życia, że nie sposób ich wszystkich wyliczyć. Ale na pewno jest też patronem dążenia do świętości. Bo każdy urodził się, żeby być gwiazdą – świętym przy sercu Pana Boga.

Zostawiam moją ulubioną modlitwę do św. Józefa (od wspomnianego przyjaciela otrzymaną) – niech i Wam służy w codziennych obawach i smutkach. Bo on naprawdę działa – prosto, cicho i dyskretnie, jak 2000 lat temu. I tak samo skutecznie.

Patronie spraw trudnych, Święty Józefie,
Ty, którego potęga nad Sercem Jezusa potrafi uczynić możliwymi sprawy najbardziej niemożliwe,
błagamy Cię,  wspomóż nas w obecnych potrzebach naszych.
Przyjdź nam z pomocą w naszych obawach i smutkach,
oddal od nas niebezpieczeństwa, które nam grożą.
Wspomóż nas w naszych kłopotach.
Weź pod Swą opiekę nasze dusze i ciała,
także i sprawy, które Ci powierzamy.
Okaż, jak Jesteś dobry dla wzywających Cię
i chcących zawsze być wiernymi sługami Twymi.
Święty Józefie, Patronie spraw trudnych, wstawiaj się za nami. Amen.

[pisząc ten wpis, zorientowałem się, że zeszły tydzień minął bez Świętego Tygodnia! Bardzo mi przykro, ale wierzę, że św. Józef wszystkim ten brak wynagrodzi!]

PODOBNE

Skomentuj