„i bardzo dużo czasu” – na koniec i początek

Zakończenie osiemnastkowego przyjęcia, nawet jeśli trochę tęskne, to powinno być jasne, zielone. Dlatego jeszcze jedna piosenka-trochę-modlitwa, jedna z moich ukochanych piosenek ever. Na finały, które są otwarciem kolejnych rozdziałów.

Podczas mojego pomieszkiwania w Świnoujściu bardzo przyzwyczaiłem się do morza, które zresztą od zawsze bardzo kocham. Od kilku miesięcy mieszkam już w innych końcach świata, w innych stronach – i zacząłem odczuwać ogromny „głód morza”. Dlatego korzystając z wolnej chwili, wybrałem się do Kołobrzegu i tam, stojąc na brzegu, zrozumiałem jak bardzo „trzeba mi wielkiej wody”. Zacząłem układać swoje różne tęsknoty i coraz mocniej słyszałem w nich Wielką wodę – jeden z największych hitów tria Osiecka-Gaertner-Rodowicz. Bo prawdziwie potrzeba mi i wielkiej wody, i wielkiej drogi – na ochoty, na tęsknoty, na pogody i niepogody mojej duszy. I trzeba mi też „nocnych rozmów rodaków”. I oczywiście „bardzo dużo czasu”. Wielka woda to trochę modlitwa – wszak refren to swoiste wołanie do Pana Boga o drogę, która nawet jeśli trudna (bo „śmieją się śmiechy w ciemności”), to z otuchą (bo „muzyka gra”). I ten refren, i w ogóle cała piosenka bardzo często mi towarzyszą – jako i finał (spektaklu, sprawy, dnia), ale i jako „otwieracz” (jak nawias temu). Myślę, że chyba nie da się ładniej, lepiej, trafniej zakończyć Blogowego Tygodnia z Agnieszką Osiecką. Wersja z Zielono mi – szalona, radosna i piękna. To był sam środek tamtego spektaklu.

PODOBNE

Skomentuj