„zamiast wódkę pić” – 18 dobrych pomysłów, by zacząć Osiecką Przygodę!

Na dobry początek – kilka wskazówek, jak w ogóle zacząć przygodę z Poetką. Taki mały niezbędnik prosto od serca.

1. Obejrzeć koncert Zielono mi.

Najlepszy znany mi sposób, by Osiecką poznać, pokochać, a przy okazji porozpływać się w cudownych wykonaniach świetnych piosenek. Koncert, wymyślony przez Magdę Umer, jest swoistym podręcznikiem „Osiecka. Kurs podstawowy” – jest przekrój chronologiczny piosenek, są pełne ważnych treści zapowiedzi, jest wybór ważnych dla Osieckiej artystów. Do tego jeszcze scenariusz i scenografia, które z całego przedsięwzięcia uczyniły niezwykły spektakl – bez nadęcia, z ładnym roztęsknieniem. To jeden z ostatnich takich koncertów w TVP. Polecam zawsze, wersja DVD powinna jeszcze być do kupienia.

2. Wypożyczyć tomik Wada serca lub Za chwilę. Przeczytać.

Ten pierwszy w bibliotekach miejskich powinien być uchwytny, ten drugi mniej – a szkoda, bo jest pięknie wydany. Niemniej zawartość obu jest podobna, Za chwilę powtarza wiersze z Wady serca i ma kilka nowych. Proste, krótkie wrażenia poetyckie, emocje zamknięte w wersy – o miłości nieudanej, o złamanych sercach i o samotnościach. Banały? U Osieckiej wcale nie tak banalne – choć bez silenia się na rozbudowane metafory czy koncepty poetyckie. Taka poezja piosenkowa, zawsze lubię do niej wracać. Nieużywane egzemplarze to już prawie nieosiągalne rarytasy, używane pojawiają się na Allegro. Warto mieć w zbiorach.

3. Pokochać Marylę Rodowicz i Magdę Umer.

Lepiej to zrobić na początku przygody z Poetką, by później uniknąć niepotrzebnych frustracji. Maryla zaśpiewała mnóstwo piosenek Osieckiej – w wielu wypadkach jej nagrania są jedynymi. W innych – jej wersje są niezrównane. Magda Umer z kolei jest jedną z najprężniej działających ambasadorek twórczości Osieckiej – jako przyjaciółka, fanka i wykonawczyni. Bardzo jest w tym szczera i naprawdę medal jej się należy za to, co robi. Marylę uwielbiam od zawsze, Magdę Umer kocham całym sercem, więc problemu nie mam. Ale wiem, że są tacy, którzy problem mogą mieć – a po co?

4. Kupić dobrą płytę z piosenkami Osieckiej.

Albumów z piosenkami Osieckiej od 1997 roku wydano naprawdę sporo – i składanek, i reedycji, i nawet płyt z całkiem nowymi piosenkami. Są wśród nich perełki, ale są też albumy średnie, trzeba być ostrożnym zwłaszcza przy składankach. Póki co się nie rozpisuję, bo w ramach Blogowego Tygodnia z Agnieszką Osiecką osiemnastkowy przegląd płyt się na pewno pojawi.

5. Sięgnąć po Listy śpiewające.

Znów pomocą może być pobliska biblioteka, bo niestety Listów śpiewających nie wznawiano od ponad 20 lat. Wersja książkowa telewizyjnego cyklu przynosi garść dobrych piosenek, drugą garść ciekawych postaci, dużą dozę poczucia humoru i przymrużenia oka. I oczywiście rozsądną dawkę smutku. Nadają się Listy… do czytania niemal wszędzie, choć jakoś szczególnie dobrze czyta się w powrotach do domu. Czekam na wznowienie, wierzę, że nie ja jeden.

6. Zajrzeć na stronę Fundacji Okularnicy.

Agata Passent, córka Osieckiej, dzielnie opiekuje się artystyczną spuścizną mamy i razem z Fundacją Okularnicy organizują całą masę świetnych inicjatyw – od cyfrowego archiwum Poetki po cykliczny konkurs Pamiętajmy o Osieckiej. Na stronie można znaleźć dużo informacji nie tylko o działaniach fundacji, ale też o Agnieszce Osieckiej – skrót biografii, stale aktualizowany wykaz płyt z piosenkami Poetki i tym podobne przydatne sprawy dla osieckologa amatora. Działający przy fundacji sklepik pomoże na pewno zaspokoić pierwszy zakupowy głód książkowych i płytowych pozycji Osieckiej. Zaglądamy na: http://osiecka.pl/pl/

7. Przeczytać „Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką” Zofii Turowskiej.

To póki co jedyna biografia Osieckiej, napisana kilka lat po śmierci Poetki. Czyta się dobrze, udokumentowanie licznymi przypisami, zdjęciami i wzbogacenie tekstu o słowa Osieckiej dodają pozycji atrakcyjności. Kilka lat temu Prószyński przygotował drugie wydanie biografii, więc dostępność książki jest dość duża. Warto, naprawdę warto, bo można całkiem sprawnie usystematyzować sobie informacje, ale też zacząć lepiej rozumieć nie tylko teksty – ale treść Osieckiej twórczości.

8. Przeczytać „Rozmowy w tańcu”.

Można też posłuchać – całą książkę nagrała Magda Umer. To wywiad rzeka, który z Agnieszką Osiecką przeprowadziła… Agnieszka Osiecka. Bardzo osobisty, choć jasne, że nie pozbawiony jakichś póz czy masek. Z pomocą w dziale „kupno-sprzedaż” znów przychodzi z pomocą Prószyński; wersja audio przygotowana przez Agorę. Do kupienia raczej bez większych problemów.

9. Zainwestować w „Sześć oceanów”.

Gdy już się Osiecką trochę poznało i chciałoby się mieć w miarę reprezentatywny wybór jej twórczości piosenkowej, to nie ma lepszego zakupu. Sześć płyt, pięknie wydanych przez Polskie Radio to małe kompendium piosenki – nie tylko autorstwa Osieckiej, ale w ogóle polskiej kultury piosenkowej. O całym albumie na blogu, co już zresztą kiedyś zapowiadałem, będzie jeszcze więcej. Z zakupem nie powinno być kłopotu, bo w minionym roku Polskie Radio wydało reedycję Pięciu oceanów właśnie jako Sześć oceanów. Ku radości wielu.

10. Pomodlić się.

No właśnie – po poznaniu chociaż kawałka życia Agnieszki Osieckiej, po posłuchaniu piosenek i poczytaniu wierszy czy prozy, to chyba najlepszy pomysł. Bo to była bardzo zdolna, ale często nieszczęśliwa dziewczyna. A bardzo byłoby pięknie, żeby poszła do nieba – może już tam jest, Pan Bóg jeden wie. Ale to też dobry moment, żeby Panu Bogu podziękować za to, że na ziemi błogosławi tak mocno talentem – i że z Jego łaski powstają tak piękne piosenki. Modlić się można zawsze – zwłaszcza „na bieżąco” słuchając piosenek, czytając książkę. Ale też warto „wrzucić” Osiecką (i innych ukochanych zmarłych artystów) np. do modlitwy wypominkowej, a co!

11. Raz jeszcze obejrzeć Zielono mi.

Dobrze się do tego koncertu wraca. A gdy Osiecką już trochę się zna, to nabiera on dodatkowego uroku. To jedno z przedsięwzięć muzycznych, do którego zresztą wraca się więcej niż raz. Szkoda tylko, że TVP nigdy nie wydała wersji CD – może kiedyś?

12. Przeczytać Apetyt na czereśnie.

To jedna z najbardziej znanych sztuk Agnieszki Osieckiej, dzięki Bułatowi Okudżawie zrobiła karierę nawet w Rosji. Historia połamanej miłości opowiadana w przedziale kolejowym – aż dziw, że PKP jakoś nie robiło na tym swoich promocji. Rzadko kiedy wystawiana, nie miałem jeszcze okazji zobaczyć całości na scenie. Tekst można znaleźć w (raczej już niedostępnym) zbiorku Nie narzekajmy na klimat lub (dostępnym w sprzedaży, choć pewnie wysyłkowej) zbiorze Jabłonie.

13. Zapamiętać, że STS to nie tylko zakłady sportowe.

Studencki Teatr Satyryków – niezwykła przestrzeń dojrzewania licznych warszawskich talentów w latach ’60. W prasie fachowej i w opracowaniach książkowych garść informacji na temat kto-jak-dlaczego. To tam rodziły się pierwsze „hity” Agnieszki Osieckiej.

14. Sięgnąć po Listy na wyczerpanym papierze.

Można przeczytać, można posłuchać, można pójść na spektakl. Utkana z listów historia miłości i nie-miłości Osieckiej i Jeremiego Przybory. Tuż po premierze nagły bestseller, swoisty must-have. Warto sięgnąć, choć boję się, że nowicjuszy może zrazić. Ale już nieśmiałych miłośników powinno cieszyć, w porywach zachwycać. Więcej o Listach… na blogu wkrótce. Wersja książkowa z audiobookiem gratis wciąż swobodnie do nabycia,. Wersja teatralna w warszawskim Teatrze Polskim.

15. Zajrzeć na Saską Kępę.

Skoro już się ktoś wybrał do Warszawy na Listy, to nie może nie zajrzeć na Kępę. Nie tylko dlatego, że Małgośce Saska pachniała szalonym zielonym bzem. To Osieckiej miejsce na ziemi – z którego wyjeżdżała w świat, i do którego zawsze wracała po trasach, po smutkach. Bilet do Warszawy dostępny niemal w każdej kasie PKP.

16. Nauczyć się na pamięć kilku hitów Osieckiej.

Pomaga to w ogólnym „obyciu” – część owych hitów dobrze znać w towarzystwie, inne pomogą poruszać się swobodnie w świecie twórczości Poetki. Poza tym nauka na pamięć dobrych piosenek trochę i uszlachetnia życie, i poszerza zasób słów, i uwrażliwia wrażliwość. Wystarczy słuchać owych hitów namiętniej przez krótki czas – a same wpadną w głowę i w serce.

17. Nabyć gadżet.

Dość trudna w sumie sprawa, bo jedyne „firmowe” gadżety związane z Osiecką przygotowuje Fundacja Okularnicy. Fantastyczne koszulki „Czy te oczy mogą kłamać” i „Wybacz, że nago śpię” dawno już „wyszły”, a kolejnych na razie nie widać. Kubki są – choć warto chyba poczekać na atrakcyjniejsze wzory. Kilka miesięcy temu na Okularnikowym facebooku przeprowadzano sondę w sprawie nowych gadżetów, więc może już wkrótce? Warto na pewno być czujnym i stronę (i facebooka) Fundacji śledzić.

18. Śledzić wpisy Blogowego Tygodnia z Agnieszką Osiecką na księdza.pl.

To chyba dość jasne. Będzie się jeszcze działo!

 

[tytuł wpisu zaczerpnięty z tytułu piosenki Maryli z albumu Buty2. Miłego!]

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *