gimnastyka poranna: szczerze

Tak, tak – odpiszę. Uzupełnię, oddzwonię, ogarnę. A później sporo frustracji, zmęczenia i pośpiechu. I sporo lawirowania, żeby tylko źle nie wypaść. Na co, po co?

Ile razy jestem jak ten syn (z dzisiejszej przypowieści: Mt 21,28-32), który mówi: „Idę, panie!”, ale później nic. I to zarówno w relacji z Panem Bogiem, jak i z Drugim. Tyle zobowiązań, tyle zgód, byleby się nie wychylać, byleby ktoś dobrze pomyślał. I żebym sam o sobie mógł wciąż dobrze myśleć, tak pozornie, to jasne. Bo czy jest inna droga do pokoju serca, jak stanięcie w prawdzie? Przyznanie się, że nie ogarniam, ciężko trzymać mi terminy albo że chętnie bym pomógł, zaangażował się, ale teraz braknie sił i godzin.

Adwent uczy prawdy, wzywa do niej. A ja uczę się od kilku lat szczerości – by nie dawać obietnic bez pokrycia. Nie zawsze mi się jeszcze udaje, ale tym chętniej przyjmuję dzisiejszą Ewangelię jako przypomnienie, żebym nad sobą pracował. Dorzucam jedną z najpiękniejszych piosenek tego roku, na tę drogę do stawania w prawdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *