gimnastyka poranna: gość

Początek adwentu pełen jest przypominanych obietnic – oto dziś przed nami stół zastawiony, kielich pełny po brzegi i chleby rozmnażane na naszych oczach.

Niezmiennie wzrusza mnie Jezusowa troska z dzisiejszej Ewangelii: „Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby ktoś nie zasłabł w drodze” (Mt 15,32b). Jezus karmi mnie Eucharystią, ale też wypełnia mój dzień małymi cudami: uśmiech dostrzeżony w oczach (bo maseczka zasadniczą część uśmiechu przykrywa), błysk słońca, telefon od przyjaciela. Codziennie zastawia stół obficie (jak w dzisiejszym I czytaniu i psalmie!) i zaprasza, żebym pozwolił się ugościć. Wydaje się proste, ale myślę, że nie tylko ja wiem, że wcale to proste nie jest – bo chciałoby się samemu coś poustawiać, poprzestawiać, zacząć od deseru albo w ogóle chwycić coś z poza menu, nawet jeśli miałoby zaszkodzić. Ale na szczęście Pan Jezus jest cierpliwy – i wciąż gotowa nie tylko uczta, ale też prowiant na drogę. I mogę znów czerpać garściami ze wszystkiego, co mi przygotował. Żebym nie zasłabł w drodze.

Jestem jednak pewien, że w dzisiejszych czytaniach nie chodzi tylko o zaostrzenie apetytu. Przecież Jezus wciąż uczy mnie Jego dróg, bym stawał się podobny. I skoro ja jestem ugoszczony, to czas ugościć Drugiego. Jasne, w czasie pandemii może być to trochę utrudnione – ale wciąż jest trochę narzędzi, dzięki którym mogę zastawić czyjś stół. Sporo jest przecież dzieł i zbiórek, w które można się włączyć, by inni mieli co nieco do zjedzenia – wystarczy zajrzeć na strony Sant’Egidio, Caritas czy wspólnot misyjnych. Modlitwą i małymi gestami miłości mogę z kolei choć trochę zaspokoić głód serca. Da się zrobić, naprawdę. Warto przejść od planów i szkiców do działania – nie tylko gościem być, ale zaśpiewać „gościem bądź”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *