#małeposty: szum morza

Czasem dobrze zanurzyć się w modlitwie, która nie jest mówieniem – ale nie jest też ciszą.

Od kilku dni jestem na rekolekcjach z uczniami – mamy ten komfort w szkołach katolickich, że reko-czas przeżywamy nad morzem. Jest zawsze trochę słuchania, dużo śpiewania, jakiś orlik i wieczorne adoracje. Ale też – podpatrzyłem to u jednego z rekolekcjonistów i co roku kolejnym proponuję – poranna modlitwa nad morzem. Stajemy razem na plaży, jest pacierz, rozważanie, czasem coś zaśpiewamy.

I tak stoimy, morze raczej spokojne, ludzi dookoła (poza nami) nie widać. Niebo błękitno-popielate. I nagle o. Tymek, nasz rekolekcjonista, mówi: zamknij oczy, wsłuchaj się w szum morza, pomyśl o tym, że tak brzmiał twój początek życia, pod sercem mamy. No i bang!

Ktoś powie – pff, żadna rewolucja. Ale w #małychpostach przecież nie o rewolucje chodzi, tylko o odkrywanie (na nowo) tych spraw prostych. Że w tym szumie morza nagle słyszysz Psalm 131:

Panie, moje serce się nie pyszni
i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie,
albo co przerasta moje siły.
Przeciwnie: wprowadziłem ład
i spokój do mojej duszy.
Jak niemowlę u swej matki,
jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza.
Izraelu, złóż w Panu nadzieję
odtąd i aż na wieki!

Mega. Takie wielkie morze i taka Boża czułość – najprostsza i tak potrzebna. Piosenki dziś nie ma – niech ją wyśpiewają kawałki przyrody, którą macie dziś obok siebie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *