obecność

Kiedy kilka dni temu przygotowywałem się do Triduum Paschalnego, słuchałem katechezy, którą z bratem z roku, ks. Pawłem, wygłosiliśmy jakiś czas temu dla Centrum Formacji Świeckich. To był chyba nasz trzeci rok po święceniach – zapału i wiedzy było sporo; i dużo radości, że można dzielić się własnym, wciąż przecież „w drodze”, sposobem przeżywania tych najpiękniejszych dni. Na początku tej katechezy rzuciłem z przekonaniem (pewnie gdzieś podsłyszanym), że – najprościej rzecz ujmując – „jaki Wielki Post, takie Triduum”. I właśnie w tym roku, słuchając własnych słów, zrodził się we mnie jakiś strach. Tym mocniejszy, że tegoroczny Wielki Post (a przynajmniej tak mi się wydawało, pośród zmęczenia i zniechęcenia) jakiś wielki nie był; że minął mi bardzo zwyczajnie, prosto – a tu Triduum, na które czekałem bardzo mocno i które na dodatek mam prowadzić w formie rekolekcji dla Oazy. A z czasem, z kolejnymi godzinami Triduum, okazało się, że ten młodszy ja miał rację – i że to wcale nie źle.

Już w Wielki Czwartek, u progu Mszy Wieczerzy Pańskiej przewijały mi się w głowie różne obrazy: pożar Notre Dame, mnóstwo przepychanek w świecie, w Polsce, w Kościele, moje własne tęsknoty, strachy i marzenia. I moje bycie księdzem – u progu piątej już rocznicy święceń. I zdałem sobie sprawę, że tegoroczny Wielki Post to nic innego jak odkrywanie, że Jezus naprawdę jest obok – i nawet jeśli nie widzę rozwiązania moich problemów i trosk, to przecież ta Jego Obecność zmienia wszystko. Jest nadzieją, która pomaga stawiać każdy krok. Jest Miłością, dzięki której mogę kochać. Jest pewnością, że każde pytanie, które zadaję – nie jest bez odpowiedzi. Tyle, że tą odpowiedzią nie musi być przecież zrozumienie – tą odpowiedzią, jest zaufanie. Jego zaufanie względem mnie – że będę umiał być Jego świadkiem pośród codzienności. I wreszcie moje zaufanie względem Niego – bo Miłość przecież najpierw ufa, nawet jeśli nie zawsze rozumie.

Cóż więc innego mogłem zrobić w tym Triduum, jak po prostu być? I schronić się w Jezusa. Dać się kochać, dać się prowadzić.

Ułożył Pan Jezus te dni najpiękniej – miałem poczucie bycia dobrym narzędziem w Jego rękach, pozwolił, bym mógł spędzić kilkanaście świątecznych chwil z Rodzicami; było morze, były chipsy, były proste radości. I On pośród tego wszystkiego. Dokładnie – jaki Wielki Post, takie Triduum; czego chcieć więcej?

Wróciłem do Szczecina i po wieczornej Mszy św. w Niedzielę Zmartwychwstania z ogromną radością przekonałem się, że to doświadczenie obecności jest bliskie nie tylko mi. Moi przyjaciele i znajomi też to odkrywają; a gdy ja sam nie umiałem znaleźć słów, żeby o tym opowiedzieć, to z pomocą przyszedł mój duchowy bliźniak Dominik Dubiel. Ogromnie wzruszyło mnie, że mamy podobne czucie tej Jezusowej prostej obecności:

I cała Oktawa Wielkanocy utwierdzała mnie właśnie w tym przekonaniu – że ON JEST. Pośród spraw najzwyklejszych, najprostszych. Gdy jadę autobusem, gdy odkrywam nowe musicalowe fascynacje, gdy cieszę się spotkaniami z bliskimi. I wtedy, gdy oczy mi się kleją przy wieczornej modlitwie. Gdy śpiewam w głos idąc przez Szczecin i gdy spędzam kolejną chwilę zastanawiając się, jaką bluzę ubrać dziś na sutannę.

W ostatnich dniach, jakby na nowo, wpatrywałem się w te sceny z Ewangelii, w których Jezus tak mocno przekonuje o tym, że JEST. Zdumiewałem się Jego spotkaniami z niewiastami, z uczniami w drodze do Emaus, z Apostołami nad Jeziorem Tyberiadzkim – jak bardzo Mu zależy, żebym Jego obecność zabrał w codzienność, żebym wiedział, że to wszystko, czego naprawdę mi trzeba. Bo czym jest Miłość, jeśli nie obecnością?

I wreszcie dzisiejsze Święto Miłosierdzia – dzień nadziei, pokoju serca. Po raz kolejny na łopatki rozkłada mnie Jezusowa cierpliwość, konsekwencja i Miłosierna Miłość. I znów widzę, że w tych wszystkich cudach On po prostu Jest. Zwycięża śmierć, rozprasza ciemność, przychodzi mimo zamkniętych drzwi mojego serca, żebym nie miał wątpliwości – nie jestem sam, bo jestem kochany. Jestem odnaleziony. To On mnie nieustannie odnajduje: czy to radosne, czy gorsze dni. On staje się obecnością, żebym nigdy nie był sam. I żebym Jego obecność mógł zanieść innym. Bo ON naprawdę JEST – a to po prostu zmienia wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *