przed zmierzchem

Nie, to nie jest wpis o wampirzej sadze. Ten jest o prawdziwej miłości. Takiej, której nie warto odkładać na później. Prościej powiedzieć, niż tak żyć. Ale da się, oj da się.

Nieprzeciętna dziewczyna, choć bardzo w cieniu sławnego brata. Benedykt jest (i wtedy już był) bowiem znany na całą Europę albo i dalej – a ona, trochę w ukryciu. Ale to właśnie ona porwała moje serce, wzruszyła i nadal wzrusza.

Św. Scholastykę, bo o niej mowa, poznałem na pierwszym roku seminarium. W „Gościu Niedzielnym” prowadzony był przeuroczy cykl… „Święty Tygodnia”. Nie pamiętam z tego cyklu zbyt wiele, moja fascynacja świętymi dopiero się wtedy zaczynała. Ale św. Scholastyka, ówczesna gościowa Święta Tygodnia, jakoś się wpisała i w pamięć, i w serce – i dziś została blogową Świętą Tygodnia.

O samej Scholastyce wiadomo niewiele, być może z powodu słynnego brata. Wiadomo jednak, że oboje – bardzo pobożni i szalenie pracujący dla Pana Boga – spotkali się względnie regularnie (raz w roku), by ze sobą pobyć. Pewnie omawiali wtedy trochę bieżących spraw klasztorów, które prowadzili; pewnie też dużo rozmawiali o największej miłości ich życia, czyli o Jezusie. Choć wydaje mi się, że po prostu cieszyło ich bycie razem – nie mam co prawda rodzeństwa, ale doświadczenie prawdziwych przyjaźni trochę pozwala mi zasmakować, że to właśnie owo „bycie” przynosi najwięcej szczęścia.

U schyłku jednego ze spotkań, gdy już zmierzchało, a Benedykt zaczął zbierać się do siebie, (by być wiernym regule, którą sam wszak napisał!), Scholastyka poprosiła brata, by jeszcze chwilę został. On jednak, dość przepisowy, nie chciał się ugiąć – mimo usilnych próśb siostry. Więc Scholastyka – a jakże! – złożyła ręce, przymknęła oczy i szybko wskoczyła w modlitwę. Ledwie skończyła, a rozszalała się taka burza, że hej! „Teraz możesz już iść, jeśli chcesz” – powiedziała bratu. Benedykt troszkę się zmieszał (co to musiała być za mina!), a Scholastyka szybko wyjaśniła – że skoro nie chciał jej wysłuchać, to Pan Bóg ją wysłuchał. Benedykt został więc, bo burza szalała niebezpiecznie, nie sposób było nosa wychylić z klasztoru. Noc cała minęła im na rozmowach, Benedykt wrócił do domu dopiero rano. Kilka dni później zobaczył przez okno, jak dusza jego siostry idzie prosto do nieba.

Wniosków można wyciągnąć kilka – przede wszystkim że Pan Bóg czasem nas wysłucha szybciej niż ktoś bliski i że nie wolno miłości odkładać na później. Osiecka w „Rozmowach w tańcu” pisała o tym tak:

Przyjaciele moi i przyjaciółki! Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości.Nie mówcie jej „przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu”. Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi „Przepraszam, musiałam pomylić adres…” I pstryk, iskierka gaśnie.

Pasuje mi to jakoś do Scholastyki, która urzekła mnie tą „zachłannością” o pobycie z kimś, kogo kocha, do kogo serce jej się rwie i tęskni. Dlatego powierzam jej chętnie różne moje relacje, żeby też wymadlała czas na spotkania z bliskimi. Warto też Scholastyce powierzyć różne burze relacyjne, by trochę nad nimi zapanowała. I niech miłość nam uprasza – miłość czystą i prostą. No i niech nas nauczy zaufania Panu Bogu. Oj św. Scholastyko, siostro Benedykta i nasza siostro – módl się za nami!

Zostawiam jeszcze ładną piosenkę o… zostawaniu – o tej potrzebie, żeby ktoś posiedział jeszcze chwilę z prostym sercem, bardzo zwyczajnie. Przecudnej urody utwór, który otwiera album Ani „Kilka historii na ten sam temat” – ale o nim, przy innej okazji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *