nie pytaj o Polskę – moja (muzyczna) Niepodległa

Od kilku lat 11 listopada jest dla mnie dniem szczególnym, który świętuję przez słuchanie tylko polskiej muzyki – jak dobrze wtedy na nowo się odkrywa takie „Z rozmyślań przy śniadaniu” Myslovitz! Ale od jakiegoś czasu tego dnia, podobnie jak 1 sierpnia, przygotowuję sobie specjalne playlisty – piosenek w jakiś sposób patriotycznych, jakoś ojczyźnianych, choć czasem w nieoczywisty sposób. I może tegoroczny 11 listopada jest dobrą okazją, żeby się choć kilkoma tymi piosenkami podzielić.

Nie pytaj o Polskę – Obywatel G.C.

Chyba trudno taką składankę zacząć inaczej. Mam wrażenie, że niewiele piosenek w tak trafny sposób pokazuje niełatwą (nieoczywistą) miłość do własnej ojczyzny – z którą każdego dnia trzeba się mierzyć, którą każdego dnia można się zachwycać. Trochę się ta nasza polska codzienność zmienia, a jednak wciąż pewne frazy są nieznośnie prawdziwe. Kilka lat temu po swojemu interpretował to Eldo, piękna jest wersja Kwartetu Śląskiego, ale oryginał ma niezmiennie największą moc.  Taki początek – nie pytaj, słuchaj.

Nim wstanie dzień – Edmund Fetting

Tu brzmi echo filmu Prawo i pięść, chyba jedynego polskiego westernu – na dodatek przecież o prawdziwym polskim Dzikim Zachodzie. Jest tu zapach powojnia, ale i pewność, że rany – zagojone czy nie – nie mogą być jedyną treścią codzienności. Bo nadzieja na nowy dzień przecież jest, jest już blisko.

W autobusie z cmentarza – Ten Typ Mes

Mes przekonał mnie niemal od razu, jak tylko włączyłem (kupioną trochę ponad rok temu) płytę Trzeba było zostać dresiarzem. Trochę zawadiacki, ale nie-butny, niezmiernie trafny obserwator rzeczywistości. W autobusie z cmentarza to piękne opowiadanie o historii, którą samemu już się – może i nieświadomie – przeżywało, przeżywa. Dziadek z orderem Virtuti Militari staje się punktem odniesienia, który pomaga opowiadać o historii własnej, która jest, jakby nie patrzeć, już częścią historii powszechnej. Jeden z tych utworów, który w przeżywaniu własnej codzienności, każe zadawać sobie pytania.

Betlejem polskie – Anna Szałapak

To jedna z tych piosenek, które wciąż nie do końca rozumiem, ale mam przekonanie, że są ważne. Preisner umieścił ją w zbiorze Moje kolędy na koniec wieku, a w Piwnicy pod Baranami brzmi od kilkudziesięciu lat. Są doły z ciałami, jest Bóg, którego wzywa się po imieniu, jest betlejemska gwiazda nadziana na żerdź. A we mnie pewność, że kiedyś sercem zrozumiem więcej, niż dziś słyszę.

Warszawa – Stanisława Celińska, Bartek Wąsik & Royal String Quartet

Wersja T.Love jest oczywiście kultowa, ale do wykonania Celińskiej mam ogromny sentyment. Warszawa, jako miasto, jako pewna rzeczywistość, jest dla mnie niesłychanie ważna w wielu kontekstach i na licznych płaszczyznach. A ta Warszawa Celińskiej jest i jasna, i tęskna, i spokojnie radosna, i fragmentami uroczo sentymentalna. Słychać tu inspiracje Bartka Wąsika Philipem Glassem, a fragment „Krakowskie Przedmieście zalane jest słońcem…” (i dalej) niezmiennie porusza pięknie moje serce. Zresztą cały album Nowa Warszawa jest wart tego, by do niego sięgać i się zachwycać. Ale na dziś – no, po prostu nie mogłem wybrać inaczej.

Polska Madonna – Maryla Rodowicz

O, to jest numer! Maryla jak zawsze wielka, Osiecka jak zawsze wyjątkowo celna; do tego muzyka Sikorowskiego, ironicznie hymniczna, „wielka” – choć przecież o niełatwych sprawach opowiada. Minęło 30 lat od pierwszego nagrania, a niektóre sprawy wciąż przedziwnie aktualne. Bo nawet jeśli łatwiej dziś o szkarłatne bluzki i francuskie szminki, to jakby wciąż Polski obie, to wciąż trzeba sobie radzić wśród złych snów. No i ta litania smutna, w sercu, u tak wielu się nie chce przestać tłuc. Ale i nadzieja, że sen otula jak łaska boska do płonnych nie należy. Absolutnie jedna z najważniejszych piosenek o współczesnej Ojczyźnie.

Gdzie tak pięknie – Łona i Webber

Szkoda byłoby ten szczeciński akcent przepuścić – zwłaszcza, że Łona przetrafnie opowiada o codzienności. Zastanawiałem się, czy podrzucić tu dziś Ostatnią prostą, czy Miej wątpliwość – bo każda z nich, trochę po swojemu, tę polskość próbuje ująć. Zdecydowałem się jednak na Gdzie tak pięknie, bo wokół samego świętowania 11 listopada, zabrzmiało niejedno „gdyby”, ale też dlatego, że to naprawdę kawałek dobrej literatury. Zresztą na Nawiasem mówiąc, z którego Gdzie tak pięknie pochodzi, i poprzednich płytach szczecińskiego duetu roi się od tak świetnych literacko (i muzycznie) kawałków, polecam najszczerzej (#patriotyzmlokalny).

Nie żałuję – Edyta Geppert

To jedna z tych nieoczywiście patriotycznych piosenek – ale warto wyczekać do trzeciej zwrotki, by przekonać się, że jednak, że naprawdę. Osiecka jest tu trochę gorzka, ale jest tu też sporo pogodzenia się z własną historią. Edyta Geppert jest niezrównaną interpretatorką tego utworu, a przy frazie „za to, że jesteś moim krajem” zawsze ściska mi się gardło.

Piosenka o powstaniu – Aga Zaryan

Słowa ks. Twardowskiego, który sam był powstańcem. Aga Zaryan nagrała to na piękny album Umiera piękno. Z roku na rok to, obok Miłości, mój ukochany numer z tego albumu, coraz bardziej ważny i potrzebny. Kilka lat temu, gdy stanąłem w godzinie W. na rondzie Dmowskiego, to pośród dymu i okrzyków, przypomniały mi się ostatnie słowa z tej piosenki: „poległym pacierz mów”. I za chwilę zrobiło się z tego w sercu postanowienie: pacierz poległym, pacierz żywym.

Mój tata generał – Artur Rojek

Ta piosenka powstała przy okazji filmu Generał Nil – choć, niestety, nie zaistniał ani w filmie, ani na napisach końcowych. Niestety, bo jest pięknym epilogiem całej historii. Rojek napisał tę piosenkę pięknie po swojemu, w stylu numerów z Uwaga, jedzie tramwaj; smaku dodaje Polska Orkiestra Radiowa. Za takim mówieniem o bohaterach tęsknię – bo w całej swojej narodowowyzwoleńczości byli przecież zwykłymi ludźmi, z rodzinami i płytą Piaf w gramofonie.

W żółtych płomieniach liści – Magda Umer i Stanisław Soyka

Raz jeszcze Osiecka, a jakże. Wykonanie Łucji Prus ze Skaldami jest absolutnie najcudowniejsze, ale trudno i tej wersji odmówić uroku, zwłaszcza, gdy całym sercem się kocha Magdę Umer. To witanie, żegnanie, gdy wstydem palą skronie; to oddawanie Panu Bogu tego, co w pamięci płonie. I te ptaki z marca ’68, ale przecież nie tylko. I nadzieja, że kiedy wiosna, to będzie po prostu lepiej

Już czas na sen – Kabaret Starszych Panów

Absolutnie jedna z najkonieczniejszych jedenastolistopadowych piosenek. I nie tylko. Najpiękniejsze, wciąż aktualne przecież marzenia. Wiele mi te dźwięki przynoszą pokoju, wiele nadziei, niezmiennie. Jedna z najpiękniejszych piosenek na tę polską codzienność. Jedna z najpotrzebniejszych.

Poland – Ólafur Arnalds

Usłyszałem tę piosenkę, jeszcze chyba w jakimś szkicu, dokładnie 8 lat temu, 11 listopadowy w piękny poznański wieczór. Nie wiedziałem wtedy, że ten numer będzie nosił tytuł Poland (choć Ólafur opowiada przed nim o polskich drogach i polskiej wódce). Jest to jedna z dwóch najchętniej słuchanych przeze mnie piosenek – spośród wszystkich, które  mam (tak podpowiada mój iPod). Dużo tu tęsknienia, niewypowiedzianych spraw, dużo tu prawdy. Bo czasem już nie potrzeba słów, czasem po prostu się jest. Taki jest ten Ólafur i cudnie, że jeden z jego najpiękniejszych utworów to właśnie Poland – bo to przecież nie tylko tytuł.

 

Ot, takie dźwięki – towarzyszą mi i dziś. Może się przydadzą nie tylko na jedenastego – wszak świętowanie niepodległości, jakkolwiek nie zawsze oczywiste, to zadanie na każdy dzień, choć może to szumnie brzmi. Ale te piosenki przypominają, że to żadna pompa – ot, polska codzienność, pełna pytań, pełna wdzięku, najprawdziwsza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *