„są momenty takie” vol. 3 – finałowe bonusy

Razem z rokiem często mijają piosenki – przy okazji napływu kolejnych dźwięków, o wielu, nawet ładnych dźwiękach, przestaje się pamiętać. Choć przecież czasem warto niektóre z nich ocalić – bo a nuż jeszcze jeden wieczór umilą brzmieniem.

Na zakończenie podsumowania roku 2014, chcę zostawić mały drobiazg, trochę jakby obok. Trzy piosenki „finałowe”; każda z nich kończy płytę, z której przywędrowała. Trzy piosenki, które pochodzą z albumów „nienotowanych” w moim podsumowaniu (z różnych powodów), ale uważam, że są one warte tego, by je ocalić. Choćby jeszcze na chwilę. Umilały mi wieczory, umilały mi spacery. Może i Wam umilą choć jeden moment.

Na start Sheila od zespołu The October Leaves. O zespole usłyszałem, gdy dżinglowali zapowiedź swojego koncertu w Trójce – zaśpiew „pamiętaj o poległych, bo nie byli sobą w nocy” szybko wywołał we mnie zainteresowanie. Po krótkich poszukiwaniach okazało się, że kupno płyty zespołu nie przyniesie mi jednak garści okołopowstańczych piosenek, ale zestaw prostych rockowych kawałków z dużą dozą przewidywalności. Album jednak kupiłem (pewnie dlatego, że singlowe Lepiej spłonąć niż zapomieć pod koniec czerwca zmusicalowało kilka moich dni); słucha się go dość przyjemnie, choć szału nie ma. Sheila kończy płytę i jest zdecydowanie to najjaśniejszy moment całego przedsięwzięcia. Historia trochę niedopowiedziana, muzycznie ładnie opowiedziana, nienachalnie, jakby popielato. Trąbka dodaje wdzięku i pewnej dojrzałości. Jako singiel nie poradziła sobie na Liście Przebojów Trójki, ale w moim iPodzie zagościła na playliście wieczornej i sprawdzała się przednio.

Król i jego Szczenię trafili do mnie w styczniu, mniej więcej w czasie poznawania Poloru Pablopavo. Dokładnie pamiętam świnoujską noc sprzed roku, gdy usłyszałem ten numer pierwszy raz – i pamiętam jeszcze kilka innych wieczoro-nocy, gdy te dźwięki pomagały mi jakoś uspokoić emocje i sprawy w sercu. Król to nie żadne samozwańcze zapędy, ale po prostu nazwisko muzyka zespołów Kawałek Kulki i UL/KR. Szczenię promowało jego solowy debiut – Nielot. Szczerze polecić mogę jeszcze na pewno kolejny singiel Powoli, innych numerów z tego albumu prawie nie słucham. A proponowane Szczenię ma w sobie to coś, co sprawia, że lubię wracać do tych dźwięków – zwłaszcza w zmęczeniu. Warto poszukać wersji albumowej, dłuższej o 2 minuty niż ta z teledyskiem.

A na finał – i na zupełne zakończenie podsumowania 2014 (choć pewnie do niektórych momentów jeszcze czasem na blogu wrócę) zostawiam piosenkę, która nie oczarowała mnie przy pierwszym spotkaniu – ale przy kolejnych bardzo. This right here Markety Irglovej. Artystka szerokiej publiczności znana głównie z musicalu Once wydała w 2014 r. drugi solowy album. Wyjechała na Islandię, nasiąkała klimatem i dała sobie czas, by osiadły w niej życiowe zmiany. This right here zapowiadało album Muna, drugą płytę Irglovej. Piękna, intymna trochę piosenka o ładnych, trudnych do opisania sprawach. Podwójny wokal Markety, narastający aranż, który jednak nie burzy subtelności całego utworu. Pełen uroku muzyczny drobiazg. Myślałem, że płyta przeszła w Polsce bez echa, a tu niespodzianka – w ostatnim numerze „Gościa Niedzielnego” recenzja albumu Irglovej! This right here to finał finałów podsumowania w przepięknym stylu. Do usłyszenia.

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *