jeśli już, to na całego

Jestem fanem męczenników. Jakkolwiek szalenie czy niestosownie to brzmi. Ale działają oni na mnie znacznie lepiej niż idole – mobilizują do życia na 200 % normy.

Gdy dziś na okienku przeglądałem żywoty męczenników z różnych czasoprzestrzeni kościelnych, to w oczach miałem łzy, na twarzy uśmiech, a w sercu ten mocny rytm, który sprawia, że chce się wreszcie (na nowo) zacząć żyć. Bo choć każdy z nich miał inną historię życia, inne okoliczności śmierci (czasem takie, że najlepsze horrory by się nie powstydziły), to wszystkich łączyła ta niezwykła miłość do Jezusa – realizowana w codzienności najlepiej jak umieli. Męczeństwo było dla nich jakby ukoronowaniem tej codziennej walki o czystość i szczerość tej relacji z Nim. Zawsze, gdy przeżywam wspomnienie męczenników, to śmieję się od rana i wiem, że to będzie piękny dzień. Bo mieć takich przyjaciół w niebie – którzy dodają odwagi jak wiatru w żagle – to niesamowite szczęście. Wtedy intencji rzucam do nieba więcej, może szczególniej za mnie – bym za siebie się wziął i się na bylejakość w sobie przestał godzić. I chyba właśnie dlatego nowy cykl na blogu zaczynamy w dniu męczennicy. Pierwsza „święta tygodnia” – św. Agata!

Niesamowita dziewczyna, jedna z męczennic pierwszych wieków chrześcijaństwa. One miały w sobie tyle męstwa, że niejeden komandos (a na pewno niejeden ksiądz) by pozazdrościł. Agata – jak wszystkie jej przyjaciółki z Kanonu Rzymskiego (Agnieszka, Łucja, Anastazja, Perpetua, Felicyta i Cecylia – wszystkie od dawna święte) – była piękna szalenie, ale i to piękno, i całe życie w ogóle szybko oddała Panu Jezusowi. Zakochał się w niej nieszczęśliwie niejaki Kwincjan, prokonsul – Agaty nie wzruszyły jego starania, więc ów oddał ją „na zepsucie” do domu publicznego Afrodyzji. I to Agaty nie wzruszyło – zepsuć się nie dała, a niedoszłych klientów próbowała nawracać. Kwincjan dość szybko miłość przekuł w nienawiść wszczął przeciwko niej proces. Bystra i wykształcona Agata jednak się „nie dała”, więc obcięto jej piersi. I to jej nie złamało, więc postanowiono ją ściąć. Kat co prawda wystraszył się trzęsienia ziemi, które poprzedziło moment planowanego cięcia, więc Agatę rzucono na rozpalone węgle. Agata zginęła, modląc się i chwaląc Pana Boga. Rok po śmierci, jej rodzinnej Katanii zagroziło niebezpieczeństwo – lawa z Etny zbliżała się do miasta. Ktoś z mieszkańców położył przed miastem płaszcz (lub welon) Agaty – lawa zatrzymała się tuż przed nim, a miasto zostało ocalone. Dlatego może do dziś św. Agata chronić ma przed pożarami – także pożarami namiętności, które szybciej jeszcze trawią serce i okruchy życia.

To niezwykła dziewczyna, z roku na rok coraz mocniej się z nią zaprzyjaźniam i coraz większe robi na mnie wrażenie. Dziś zadbała bardzo o mój dzień, żeby był prosty i ładny – za co bardzo jej dziękuję. Jutro dzień św. Pawła Miki i towarzyszy, chyba krótkiego wpisu sobie nie odmówię, bo oni też byli mega w tym męczeństwie.

Św. Agata uczy mnie, jak się nie dać prokonsulom i  jak trwać przy Jezusie – nieważne, jakie inne atrakcje by mi świat podsuwał. Módl się za nami, święta Agato – nasza starsza siostro i droga przyjaciółko! Byśmy płonęli – ale tylko miłością do Jezusa! Miłością – jak ogień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *