#małeposty: popiół w kolorze nadziei

Od lat Środa Popielcowa jest dla mnie jednym z najradośniejszych i najpiękniejszych dni w ciągu roku liturgicznego. Gdy stanąłem rano przy ołtarzu, to uśmiechałem się od ucha do ucha. No cóż, przecież nie będę z tym walczyć.

Przyznaję – kiedyś ta moja środopowielcowa radość wydawała mi się trochę nieprzystająca do powagi tego dnia: pokuta, Wielki Post, nawrócenie i w ogóle. Ale gdy (już przecież kolejny rok!) wsłuchuję się w dzisiejsze czytania, to ta radość wydaje mi się być naprawdę konsekwencją brania Pana Boga na serio. Zresztą św. Paweł przypomina dość jednoznacznie w dzisiejszym drugim czytaniu: „Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia” (2Kor 6,3).

W całym tym środopowielcowym kontekście nawet popiół ma dla mnie kolor nadziei. Przypomina wszak, że nie wszystko jest przecież tak szalenie ważne, jak mogłoby się wydawać – czas więc na nowo ułożyć pewne priorytety. Popiół przypomina też o mojej własnej kruchości – i zachęca, by zaakceptować, że „smutek mam we krwi”, bo przecież Pan Bóg wybiera mnie z moją kruchością i słabością. Bylebym pozwolił Mu spalić to, co niepotrzebne, nieważne – a On się resztą zajmie. I wreszcie – w tym roku szczególnie – popiół staje się dla mnie znakiem czekania na odrodzenie. Widzę popalone sprawy, relacje, pasje, kilka spopielonych marzeń. Mam w sercu jednak przekonanie, że z tego popiołu powstanie nowe życie i że Zmartwychwstały pozwoli pewnym rzeczywistościom narodzić się na nowo (co ciekawe, obraz feniksa nie jest dla mnie tak bliski, jak obraz Jezusa z Niedzieli Wielkanocnej – i dopiero teraz to zauważyłem!).

Ania śpiewa, że „kiedyś przyjdą lepsze dni” – a ja trochę łapię się tej nadziei, a trochę wiem, że ona się już realizuje we mnie, dzięki Jezusowi. Tak, mam we krwi smutek i może dlatego ten „smutny” Wielki Post tak mnie cieszy, bo jakbym znowu sercem był „u siebie”. Bo nawet jeśli „niewiele jest takich miejsc, gdzie dobrze czułem się”, to przecież kilka jednak jest – a wśród nich każde to, gdzie blisko Jezusa.

Na Pomorzu błękitno-popielate niebo i nadzieja w powietrzu. A z twarzy naprawdę nie schodzi mi uśmiech, mimo niełatwych szkolnych wyzwań. To dobry dzień. Stacja Zero znów przynosi dużo wiary w serce.

[pod piosenką są dopiski, nie przeoczcie ich!]

PS. „Pierwszy wpis w tym roku” miał pojawić się przynajmniej kilka razy – ostatnio najmocniej w splocie dni walentynkowo-sopoćkowych. Cieszę się, że w końcu się pojawia – i że to właśnie dziś. O samej akcji #małeposty (wciąż ledwie zarysowanej, ale może ten rok to zmieni?) można poczytać tu.

PS2. Zaprzyjaźniony Deon.pl na Wielki Post przygotował mnóstwo treści – koniecznie sprawdźcie i stay tuned!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *