teraz

27 stycznia 2015 r. w miarę oficjalnie zaczął działać blog księdza.pl! 27 stycznia też obchodzone było wspomnienie bł. Jerzego Matulewicza – zostało co prawda (z niezrozumiałych dla mnie powodów) wykreślone z kalendarza diecezji polskich, ale sam bł. Jerzy stał się jednym z nieformalnych patronów bloga (jego słowo jest w blogowej stopce) i dobrze jest o nim pamiętać. To przynajmniej dwie okazje dla wpisu.

Dojrzewał ten wpis zresztą we mnie dość długo – nie przymierzając, chyba od święta św. Szczepana. Wtedy miał się pojawić wpis bonusowy do „gimnastyki porannej” (z mini-cyklu „nocne manewry”). Teraz nazbierało się jeszcze kilka innych spraw, ale jakoś układają się (przynajmniej mam taką nadzieję) w jedną historię – na wpis na urodziny bloga chyba w sam raz!

Ostatnie miesiące były bardzo zabiegane, intensywne w mojej kapłańskiej codzienności. Wielkim prezentem od Pana Boga był oczywiście adwent, w którym i na blogu sporo się działo, a i w moim sercu pewne sprawy się systematyzowały i ogarniały. Może też właśnie dlatego trochę inaczej przeżyłem te dni tuż po zakończeniu adwentu – trochę siłą duchowego rozpędu.

Przyznam szczerze – długo nie rozumiałem Oktawy Bożego Narodzenia. Oktawa Wielkanocy miała zawsze dla mnie więcej przejrzystości, spójności – z opowiadaniami o kolejnych spotkaniach ze Zmartwychwstałym i o tym, co z nich wynikało. Przy Bożym Narodzeniu jakoś mi się wszystkie wątki z liturgii słowa (i z kalendarza liturgicznego) raczej rozplątywały, niż plotły w spójny obraz. Tym razem (Boże Narodzenie 2017) było inaczej – dzień po dniu, od święta św. Szczepana, zauważałem, że ta Oktawa wzywa do dawania świadectwa – po to, by radość nasza była pełna, a przede wszystkim po to, by ocalać życie. Nie tylko swoje, ale i innych – najmocniej to widać właśnie w kontekście święta św. Szczepana: Szczepan modli się za Szawła – i ocala mu życie. To Szczepanowe świadectwo, a także świadectwo Józefa, Maryi i innych „oktawowych” świętych wstrząsnęło mną tym razem mocniej niż zazwyczaj.

Splotły się te dni z początkiem kolędy w naszej parafii i kolejny rok doświadczałem, choć może tym razem intensywniej, że tym, co mogę (i mam!) głosić jest moje doświadczenie spotkania żywego Jezusa Chrystusa – nie mam przecież odpowiedzi na wszystkie pytania, nie umiem rozwiązać większości problemów, wobec których staję (nawet we własnym życiu). Ale noszę w sobie JEGO obraz i podobieństwo, doświadczam JEGO Miłosierdzia, czuję JEGO prowadzenie. I nie mogę o tym nie świadczyć. Święto Nawrócenia św. Pawła sprzed kilku dni przyklepało w sercu to kolędowe doświadczenie; w święcie tym słychać też echo święta św. Szczepana – tak jakoś pięknie się te ostatnie tygodnie układają w spójną, mocno motywującą rzeczywistość.

W tym wszystkim staje obok mnie św. Staszek Kostka – chłopak, który towarzyszy mi po cichu już kilka dobrych lat, a ostatnio owa obecność jest pięknie intensywna. Gdy kilka miesięcy temu zmieniałem parafię, pomyślałem, że jest w tym chyba i jego palec, że czegoś chce mnie nauczyć. Dziś, gdy trwa już jego rok (jakie to było dla mnie miłe zaskoczenie: „Rok św. Stanisława Kostki”!), jestem pewien, że to wszystko to trochę sprawka Staszka i że chce mnie intensywnie uczyć różnych ważnych rzeczy – dawania świadectwa wiary, odczytywania wskazówek Bożej woli, odwagi w realizacji powołania, ufności Bogu (!) i pewnie jeszcze kilku innych spraw, które się ujawnią w najbliższych miesiącach.

Wobec (często niełatwego) wezwania do świadectwa, różnych oczekiwań, które „ma się” wobec księdza i wreszcie wobec własnych planów, marzeń i tęsknot, Staszek przynosi do mojej codzienności sporo takiego Bożego luzu, który pomaga się w tym wszystkim nie zgubić i nie tylko o Panu Bogu nie zapominać, ale właśnie Nim przejmować się najpierw i najmocniej.

Chciałbym, żeby św. Staszek Kostka był trochę intensywniej obecny w tym roku i na blogu. Dobrze byłoby też (wobec usunięcia wspomnienia) dać trochę miejsca bł. Jerzemu Matulewiczowi i wrócić do cyklu „Święty Tygodnia”. Jest jeszcze kilka pomysłów, z których chciałbym przynajmniej trzy do kolejnych blogowych urodzin wcielić w życie (jednym z nich jest oczywiście muzyczne podsumowanie roku!). Panu Bogu przez wstawiennictwo św. Stanisława Kostki (i pozostałych z ekipy „świętych ziomków”) to zostawiam – i mam nadzieję, że On pomoże mi się ogarnąć i te sprawy ogarnąć.

Wam zostawiam oczywiście prośbę o modlitwę – i garść dobrych dźwięków, żeby rozluźnić już pięści i pełną piersią oddychać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *