gimnastyka poranna: nie gaś iskry

Finał pierwszej części adwentu – finał ognisty, bo staje przy nas Eliasz.

„Powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia. On głód na nich sprowadził, a swoją gorliwością zmniejszył ich liczbę. Słowem Pańskim zamknął niebo, z niego również trzy razy sprowadził ogień” (Syr 48,1-3) – tak zaczyna się dziś I czytanie. Bardzo lubię Eliasza, ten płomień, który w nim płonął – to już kolejny adwent, w którym obieram sobie Eliasza jako szczególnego przewodnika. On dziś przypomina nie tylko o tym, żebym był jak pochodnia. Wszak, bym mógł zapłonąć, to potrzeba Bożych iskier – które zresztą Pan Jezus hojnie rzuca w moje serce dzień po dniu. Eliasz staje dziś przy mnie, by dodać mi odwagi, by zachęcić, bym już tych iskier Bożej łaski nie gasił, nie zagłuszał – ale pozwolił, by rozpaliły mnie na nowo Miłością.

PODOBNE

Skomentuj